Rozmowa z Wojciechem Wiewiórowskim, Generalnym Inspektorem Ochrony Danych Osobowych na temat podpisanego 22 marca 2011 r.
Rozmowa z Wojciechem Wiewiórowskim, Generalnym Inspektorem Ochrony Danych Osobowych na temat podpisanego 22 marca 2011 r. dokumentu o ochronie danych osobowych w działalności Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego. Sygnatariuszem opracowanych wspólnie z GIODO zaleceń ze strony Cerkwi był metropolita Sawa.
Chciałbym zapytać o okoliczności powstania tego dokumentu. To jest drugi tego typu dokument w Polsce, z drugim związkiem wyznaniowym - pierwszy był Kościół rzymskokatolicki.
Podejmujemy, jako Biuro Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych działania, które mają charakter nie tylko administracyjny, władczy czy kontrolny, ale również - a może nawet przede wszystkim - zajmujemy się kwestiami rozszerzania świadomości co do ochrony prywatności w Polsce. Wpisują się w to działania wobec Kościołów i związków wyznaniowych. Wedle polskiego prawa, w tym ustawy o ochronie danych osobowych, Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych (GIODO) ma stosunkowo niewielkie uprawnienia w zakresie kontroli sposobu przetwarzania danych osobowych przez Kościoły i związki wyznaniowe. Tym nie mniej staramy się we współpracy z nimi zwiększać świadomość wśród księży i osób związanych z pracą misyjną tychże Kościołów na temat przetwarzania danych wiernych oraz osób, które są w ten czy w inny sposób z Kościołem związane. Dlatego też mój poprzednik dwa lata temu przygotował wspólnie z Konferencją Episkopatu Polski dokument który nazwany został , "instrukcją z zakresu przetwarzania danych osobowych". Wyjaśniał on, że zasady ochrony danych osobowych występujące w prawie świeckim są tak naprawdę bardzo podobne do tych, które obowiązują w Kościele katolickim choćby na podstawie prawa kanonicznego. Dokument odpowiada również na serię pytań, które najczęściej powstają przy przetwarzaniu danych osobowych w Kościele katolickim. Tą samą drogą idąc, zwróciliśmy się kilka miesięcy temu do Jego Eminencji metropolity Sawy z pytaniem, czy nie byłoby dobrym rozwiązaniem, aby tego typu wytyczne, swego rodzaju poradnik dla osób, które są związane z Kościołem prawosławnym w Polsce, przygotować i wspólnie ogłosić go jako taką swoistą deklarację ze strony Metropolity i Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych, pokazującą że współpracujemy w tym zakresie i jednocześnie jesteśmy chętni, żeby nawzajem wyjaśniać sobie wszystkie wątpliwości, które dotyczą ochrony prywatności w ramach Kościoła. Jestem bardzo zadowolony z faktu, że tak Jego Eminencja metropolita Sawa, jak i ks. abp. Jeremiasz, który był pierwszą osobą, z którą nawiązaliśmy kontakt, ale również księża współpracujący z metropolitą, pomogli nam w przygotowaniu takiego praktycznego przewodnika dla Kościoła prawosławnego w zakresie ochrony danych osobowych.
Rozumiem, że inicjatywa leżała po stronie GIODO. Nasuwa się pytanie czy nie pojawiła się reakcja obronna na próbę narzucenia pewnej instytucji państwowej w wewnętrzne prawa Kościoła prawosławnego?
To rzeczywiście była inicjatywa z naszej strony. Ale spotkała się ona z bardzo ciepłym przyjęciem. Słowo "ciepłe" jest tutaj bardzo na miejscu, na co wskazywało samo zainteresowanie na początku ideą praktycznych odpowiedzi na praktyczne pytania, które stają przed każdym proboszczem i każdym księdzem w parafii przy przetwarzaniu danych osób należących do parafii. Dosyć charakterystycznym zdarzeniem było to, że gdy już umówiliśmy się na spotkanie z metropolitą na temat tego, jak ten dokument miałby wyglądać, to okazało się, że dokument został już przygotowany. Osoby współpracujące z metropolitą przygotowały szkic takiego dokumentu, w którym wskazały na to, co najbardziej by je interesowało i jednocześnie jakiego rodzaju wkład ze swojej strony mogłyby do takiego dokumentu przekazać. Nie miało to więc charakteru narzucania, wręcz odwrotnie. Można powiedzieć, że był to tylko impuls ze strony generalnego inspektora, który spowodował reakcję ze strony Kościoła prawosławnego, a można ją ująć słowami "to świetna idea, bardzo dobrze - przygotujmy taki poradnik dla naszych księży".
Czy ten dokument w jakimś stopniu się różni w porównaniu do poprzednio podpisanego z Kościołem katolickim?
Konstrukcja dokumentu jest bardzo podobna. Pierwsza część dokumentu zawiera wyjaśnienie prostym, zrozumiałym dla wszystkich i jednocześnie otwartym językiem tego, co zawierają przepisy prawne z jednoczesnym wskazaniem, że są to generalne zasady etyczne, przekształcone tylko na język prawny i umieszczone w ustawie z 1997 roku. Druga część tego dokumentu została sporządzona również bardzo podobnie jak w przypadku Kościoła katolickiego. Odpowiada na praktyczne pytania, które są związane z przetwarzaniem danych w parafiach. Można więc powiedzieć, że konstrukcja dokumentu została zachowana. Natomiast jeżeli chodzi o jego zawartość merytoryczną to ona się różni w pewnym stopniu, ale to głównie wynika z faktu powoływania się na różne źródła w zakresie wewnętrznych obowiązków Kościołów.
Na przykład prawa kanonicznego?
Tak, choćby prawa kanonicznego po stronie Kościoła katolickiego. I przeniesienia tego na inny, zupełnie inaczej skonstruowany system źródeł prawa wewnętrznego w Kościele prawosławnym. Nie ukrywam, że ten przewodnik, zasady, które zostały ustalone wspólnie z metropolitą mają być też swego rodzaju wskazówką dla kolejnych Kościołów i związków wyznaniowych w Polsce. Dobrze byłoby uregulować czy wyjaśnić część kwestii związanych z ochroną prywatności w ramach prawa wewnętrznego tychże Kościołów.
A od strony praktycznej, co zmienia, co daje wiernemu taki dokument?
Mam wrażenie, że on daje przede wszystkim wiedzę. To jest rzecz najbardziej istotna, bo od strony prawnej niczego nie zmienia. To nie jest umowa pomiędzy państwem a Kościołem, to nie jest ustawa, rozporządzenie czy akt powszechnie obowiązujący. Jest to poradnik, swego rodzaju przewodnik po tym, w jaki sposób radzić sobie z pewnymi problemami. Jego zadaniem nie jest regulowanie czegoś, zakazywanie czy nakazywanie. A jest nim wyjaśnienie, że pewne kwestie można w ten, a nie inny sposób rozwiązać. Wyjaśnia, dlaczego pojawiające się pewne problemy czy działania na pierwszy rzut oka wydają się być zupełnie neutralne, a takimi nie są. Podam przykład praktyczny, który dotyczy tzw. zapowiedzi przedmałżeńskich. Akurat jest to sytuacja występująca tak w przypadku Kościoła katolickiego, jak i Kościoła prawosławnego. Przez lata w Kościołach wywieszane były informacje dotyczące nowożeńców z imieniem, nazwiskiem, adresem. Okazało się, że była to rewelacyjna baza danych dla sprzedających odkurzacze, żelazka i inne urządzenia, które mogłyby być doskonałym prezentem z tej okazji. Tymczasem założeniem samych zapowiedzi nie jest podawanie dokładnych adresów zamieszkania, tylko informowanie o tym, że mamy do czynienia z dwoma osobami, które w związek małżeński chcą wstąpić i jednocześnie pytanie w stosunku do wiernych, czy żadne przeszkody w tym zakresie nie są im znane. Do tego niekoniecznie potrzebne jest podawanie tak dokładnych danych osobowych. Jest to więc wskazówka dla księdza, który powinien zdawać sobie sprawę z tego, że poza okolicznością uzyskania informacji o nowożeńcach, powinien dbać również o prywatność tychże nowożeńców.
Czy świadomość wiernych dzięki tej instrukcji powinna się zwiększyć?
Myślę, że tak. Dobrą ideą jest również to, że te wytyczne będą zamieszczone na stronie internetowej GIODO (www.giodo.gov.pl) jak również na stronach PAKP (www.orthodox.pl). Zachęcamy do dystrybuowania tego materiału jako swego rodzaju przewodnika, poradnika, który mógłby wspomóc ludzi w ochronie swoich własnych praw oraz wspomóc księży w zarządzaniu dokumentacją, z którą mają na co dzień do czynienia. Muszą sobie bowiem zdawać sprawę z tego, że dokumentacja ta, nawet jeżeli w części jest wyłączona spod kontroli GIODO, jest wciąż dokumentacją, która powinna podlegać ochronie. Zestaw danych, które osoby z własnej woli przekazują Kościołom bądź związkom wyznaniowym jest stosunkowo szeroki. Poza tym bardzo często dotyczy on spraw prywatnych, a nawet intymnych, które związane są z życiem rodziny i konkretnej osoby. Takie wzmacnianie świadomości jest tutaj istotne, mimo tego, że GIODO nie otrzymywał dużej liczby skarg związanych z przetwarzaniem danych przez Kościoły i związki wyznaniowe. To były wyjątkowe przypadki. Być może po części wynika to z tego, że wierni czasem nawet mając wątpliwości, wstydzą się czy krępują zwracać się z nimi do księdza.
A może nie wiedzą?
A może po prostu nie wiedzą o tym, że to jest sprawa, z którą mogą pójść do swojego własnego księdza i powiedzieć: "księże proboszczu, to jednak nie tak, moja prywatność w tym przypadku została naruszona".
Czy nie spotkał się pan z zarzutem, iż instrukcja w pewnym sensie otwiera oczy wiernym? Nie pojawił się zarzut o spowodowanie zmniejszenia wpływu na samych wiernych?
To nie jest dokument o charakterze władczym, to nie są nakazy skierowane przez Generalnego Inspektora do Kościoła prawosławnego. To jest informacja, którą przygotował również, a może nawet przede wszystkim Jego Eminencja arcybiskup Sawa. Zatem ma to charakter swoistego zbioru podpowiedzi ze strony samych władz Kościoła prawosławnego, bowiem to sam metropolita wskazuje, jak zarządzać dokumentacją w jego własnym Kościele. Dokument ten można więc traktować jak swego rodzaju kodeks dobrych praktyk. Trudno więc powiedzieć, że mamy tu do czynienia z jakąkolwiek ingerencją ze strony państwa. To jest raczej pomoc przy przygotowaniu dokumentu, który ma również charakter dokumentu wewnętrznego Kościoła.
Wychodzi na to, że intencją metropolii było uświadomienie, poszerzenie wiedzy oraz - ja to widzę jako rodzaj próby demokratyzacji w Kościele prawosławnym - pokazania wiernym, a Kościół jest instytucją członkowską, że członek instytucji otrzymuje pewną porcję wiedzy, na której może się oprzeć.
Pamiętajmy, że wierny jest podmiotem tego Kościoła. Jest nim każdy z wiernych, który do Kościoła należy. Ale pamiętajmy również, że Kościół przetwarza nie tylko dane, które dotyczą wiernych, ale również dane dotyczące osób, które z tymi wiernymi na co dzień są związane. Na przykład członków ich rodzin, którzy niekoniecznie muszą być członkami Kościoła. Ważne jest, aby te dane były przetwarzane w zgodzie z obowiązującymi w Polsce przepisami prawa.
Wiem, że dwa lata temu powstała dyskusja na temat pewnych rozwiązań kanonicznych, a nie wiem jak to wygląda w związku z Kościołem prawosławnym. Ta instrukcja nie dawała wiernemu Kościoła katolickiego prawa do całkowitego wykreślenia z dokumentacji kościelnej.
Dyskusja ta wynikała po części z tego, że osoby które nie należą do Kościoła, bądź z niego wystąpiły, nie do końca rozróżniają dwie odrębne od siebie kwestie. Pierwszą jest kwestia przynależności do Kościoła, a drugą - kwestia przetwarzania ich danych osobowych. O ile GIODO może służyć swoim doradztwem w zakresie kwestii związanych z przetwarzaniem danych wiernych, o tyle nie ma zupełnie żadnych podstaw do współdecydowania o tym, czy ktoś jest, czy nie jest członkiem Kościoła lub związku wyznaniowego. W związku z czym kwestie dotyczące przynależności do Kościoła bądź związku wyznaniowego pozostają poza zakresem tego, czym może zajmować się generalny inspektor. Natomiast jeżeli osoba jest członkiem Kościoła lub związku wyznaniowego, to wówczas możemy mówić o tym, jakie dane mogą być przetwarzane. W przypadku, gdy osoba z tego Kościoła wystąpiła, to również możemy mówić co można, a czego nie można robić, jeżeli chodzi o dane, które dotyczą tejże osoby. Natomiast ani ta instrukcja, ani instrukcja, która była przygotowana dla Kościoła katolickiego,