śr, 19(6) sie środa, 19(6) sie 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 1 marca 2006

Wywiad z biskupem Kallistosem (Ware)

Teva: Przede wszystkim chciałabym podziękować Władyce za czas poświęcony na udzielenie tego wywiadu i za podzielenie się swoimi myślami z czytelnikami St.

0 czytelników poleca

Teva: Przede wszystkim chciałabym podziękować Władyce za czas poświęcony na udzielenie tego wywiadu i za podzielenie się swoimi myślami z czytelnikami St. Nina Quarterly. Jak wielu prawosławnych po raz pierwszy zetknęłam się z Władyką poprzez książki: „Kościół prawosławny” i „Prawosławna droga”. Czy mógłby Władyka opowiedzieć nam, jak doszedł do prawosławia?

Biskup Kallistos: Po raz pierwszy zetknąłem się z Kościołem prawosławnym, gdy miałem siedemnaście lat, tuż przed moimi uniwersyteckimi studiami. Mój pierwszy kontakt z prawosławiem nastąpił w rzeczywistości nie poprzez czytanie książek i nie poprzez spotkanie żywych prawosławnych twarzą w twarz; moje pierwsze zetknięcie z prawosławiem nastąpiło przez udział w nabożeństwie. Jest to, jak sądzę, najlepszy sposób na zapoznanie się z Kościołem prawosławnym. Nie powinniśmy postrzegać prawosławia tylko jako zbioru idei czy nauk. Powinniśmy postrzegać prawosławie jako wspólnotę wiernych – wspólnotę modlitwy. Pierwszy raz zetknąłem się z prawosławiem pewnego sobotniego wieczora. Przypadkiem lub dzięki Opatrzności Bożej zajrzałem do rosyjskiej cerkwi w Londynie (tę świątynię dawno już rozebrano). Trwało tam nabożeństwo całonocnego czuwania. Od tego momentu poczułem, że „tu należę”, mimo że nie mogłem zrozumieć nabożeństwa, ponieważ całe było sprawowane w języku cerkiewnosłowiańskim. Wiedziałem dość, aby zrozumieć, że to musi być prawosławna świątynia, a uderzyło mnie wrażenie obecności na nabożeństwie niewidzialnych wiernych... Miałem poczucie uczestnictwa niebiańskiej wspólnoty w naszym ziemskim nabożeństwie. Czułem, że bierzemy udział w czymś, co nas przerasta. Miałem poczucie zjednoczenia nieba z ziemią i kiedy rozmawiam z ludźmi, którzy zamierzają przejść na prawosławie, mówię im o tym. Powinni doświadczyć prawosławia w ten sposób – to wspólnota wiernych, w której nie ma rozdarcia między niebem a ziemią.

T.: Jedną z rzeczy, jakie kocham w Kościele prawosławnym jest transcendencja czasu i przestrzeni.

Bp Kallistos: To było coś, co odczuli wysłannicy Księcia Włodzimierza, kiedy udali się do Konstantynopola i opowiedzieli w ruskiej Powieści Minionych Lat. Nie znałem wcześniej tej historii. Kiedy ją znacznie później przeczytałem, byłem przepełniony zdumieniem: „To było moje doświadczenie!”

T.: To brzmi jak głębokie doświadczenie liturgiczne - wspaniałe! Jak Władyka wie, St. Nina Quarterly jest publikacją poświęconą posłudze kobiet w Kościele prawosławnym i kultywowaniu głębszego zrozumienia posługi w życiu wszystkich prawosławnych kobiet i mężczyzn. Jak Władyka sądzi, jakie są najbardziej palące kwestie dotyczące kobiet w Kościele dziś?

Bp Kallistos: (Chwila zastanowienia) Proszę mi pozwolić powrócić najpierw do czegoś bardziej fundamentalnego. Jeśli mamy mówić o problemach, które są charakterystyczne dla kobiet, to musimy zapytać: „Na czym polega różnica pomiędzy mężczyznami a kobietami w Kościele?” A tutaj oczywiście musimy podkreślić dwie kwestie. Pierwsza to jedna natura ludzka, jaką wszyscy posiadamy. Nie istnieje odrębna duchowość dla kobiet i dla mężczyzn. Istnieje po prostu wspólna droga rozwoju duchowego dla wszystkich ochrzczonych. Każda istota ludzka jest jedyna w swoim rodzaju, wszyscy różnimy się od siebie, a jednak wszyscy mamy jedną naturę ludzką. To jedna strona, którą musimy dostrzegać - fakt, że każdy z nas jest inny, ale wszyscy jesteśmy ludźmi. Ale istnieje też druga strona, jaką musimy zauważyć - chociaż mamy jedną ludzką naturę, chociaż każdy z nas jest niepowtarzalny i realizuje tą naturę ludzką na swój własny sposób, to jednak pomiędzy mężczyznami a kobietami są pewne rozróżnienia. To obszar, któremu prawosławie nie poświęciło dotąd zbyt wiele uwagi. Mamy wiele rzeczy, które są domniemane w naszej tradycji, ale nie wyprowadziliśmy ich na światło dzienne. Jak rozumiemy różnicę między mężczyznami a kobietami - teologicznie, duchowo, praktycznie? Zasadniczo istnieją dwie odpowiedzi, jakich możemy udzielić. Pierwsza z nich to ograniczenie różnicy do sfery rodzenia dzieci i twierdzenie, że poza tym mężczyźni i kobiety są zasadniczo tacy sami. Drugi sposób podejścia wskazywałby na to, że istnieją znacznie głębsze różnice... Przypuszczam, że bardzo wielu prawosławnych optuje obecnie za tym pierwszym poglądem i są oni nadzwyczaj wstrzemięźliwi w omawianiu jakiejkolwiek konkretnej posługi kobiet w Kościele, szczególnych zdolności kobiet, ich specyficznej duchowości. Odnoszą się do tego wszystkiego z pewnym sceptycyzmem. Ja jednak podzielam drugie stanowisko. Wydaje mi się, że choć powinniśmy podkreślać naszą wspólną ludzką naturę, to jednak istnieją zasadnicze różnice między mężczyznami a kobietami jako osobami w sposobie, w jaki pojmują świat i swoje relacje z Bogiem. Bardzo trudno to opisać bez popadania w truizmy i stereotypy. Ale zanim zaczniemy mówić o tym, z jakimi szczególnymi problemami stykają się kobiety w Kościele, musimy odpowiedzieć na znacznie szersze pytanie: Jaka jest nasza prawosławna teologia rozróżnienia między kobietą a mężczyzną w obrębie naszej wspólnej ludzkiej natury? Nie jestem pewien, czy wiele powiedziano na ten temat do tej pory...

T.: Czy mógłby Władyka pokrótce opisać w chrześcijańskiej terminologii antropologicznej, co to znaczy być osobą ludzką z prawosławnego punktu widzenia?

B.K.: Najważniejsze w ludzkim istnieniu jest to, że jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga. Wobec tego dla wszelkiego zrozumienia tego, co to znaczy być człowiekiem, kluczowe jest zrozumienie naszego stosunku do Boga. Musimy najpierw postawić sobie pytanie: „Kim jest Bóg?” To nas doprowadzi do pytania: „Czy pomimo tego, że w Kościele prawosławnym mężczyźni i kobiety wyznają tę samą wiarę w Boga, pojmują tę wiarę na różne sposoby, nie sprzecznie, ale jednak różnie?” To jest możliwe; musimy się nad tym zastanowić. Co do pytania; „jakie szczególne problemy napotykają kobiety w Kościele?”, uważam, że pewna grupa prawosławnych kobiet, z którymi rozmawiałem, niewątpliwie czuje się wykluczona. Czują, że ich uzdolnienia i talenty nie są dostatecznie przez Kościół uznawane. Czują, że drzwi są przed nimi zamknięte. Czy tak jest istotnie? Powinniśmy dać prawosławnym kobietom wyraźny sygnał, że są potrzebne w Kościele i to nie tylko do robienia herbaty i sprzątania w świątyni. To by się wiązało z moim wcześniejszym pytaniem: „Jakie są szczególne uzdolnienia kobiet?”

T.: Kościół w świecie, w jakim żyjemy, (to powoduje niektóre odczucia, o jakich mówią kobiety) zawsze był, przynajmniej częściowo, produktem kultury, w jakiej sam się znajduje. Jaki wpływ na uczestnictwo kobiet w życiu Kościoła miało, zdaniem Władyki, kulturowe pojmowanie roli kobiet?

B.K.: To, o czym Pani mówi, jest bardzo prawdziwe - wzorce kulturowe mają najwyraźniej wielki wpływ. Do niedawna w prawie wszystkich prawosławnych krajach, wiodącym wzorcem było przypisywanie miejsca kobiety w domu. Tam sprawowała swoją domową liturgię - zapalała lampkę przed ikoną, paliła kadzidło przed ikoną. Jej praca była związana z pozostawaniem w domu – opiekowała się dziećmi, gotowała posiłki, witała męża, gdy wracał z pracy do domu. Jak dobrze wiemy, nie jest to już wzorzec i w świeckim społeczeństwie kobiety oddają się pracy zawodowej tak samo, jak mężczyźni. Wobec tego musi to mieć wpływ na Kościół. Nie powinniśmy po prostu kopiować współczesnego świeckiego społeczeństwa, ale niemniej jednak odeszliśmy od tradycyjnych wzorców społeczności rolniczych. Nie ma odwrotu. Aby dać konkretny przykład ze świata, w którym pracuję - w przeszłości na uniwersytetach i w seminariach duchownych, zarówno w świecie prawosławia jak i na Zachodzie, bardzo mało kobiet studiowało teologię. Teraz dostrzegamy uderzającą różnicę. W Grecji, na przykład, uczelnie teologiczne są pełne kobiet, a co zamierzają robić po ukończeniu studiów? Wiele z nich będzie nauczało religii w szkołach państwowych - tam, gdzie jest nauka religii. Ale jak Kościół zamierza je wykorzystać i czy otrzymają rolę nauczycielek w pastoralnej posłudze Kościoła? Mam nadzieję, że tak. To jest coś, o czym powinniśmy myśleć. Czy wszystkie te kobiety, które z zapałem studiują teologię, mają się rozczarować, gdy dowiedzą się, że władze kościelne mówią im, że tak naprawdę to ich nie potrzebują? To na pewno nie wystarczy.

T.: Wiele kobiet niesie teraz posługę lektorki, kantorki, członka chóru cerkiewnego, a jednak nie są im udzielane odpowiednie święcenia. Czy Kościół nie powinien formalnie pobłogosławić je na pełnienie tych liturgicznych funkcji?

B.K.: W moim mniemaniu tak. Po pierwsze, winniśmy spróbować przywrócić święcenia diakonatu kobiet (gr. diakonisa). Mówi się o tym od lat. W świecie prawosławnym niektórzy o tym mówili już na początku tego [XX-go - przyp.tłum.] wieku. Nic jeszcze nie zrobiono. Święcenia diakonatu kobiet nigdy nie zostały zniesione, jedynie wyszły z użycia. Czy nie powinniśmy ich wznowić? Jeśli to zrobimy, to jakie byłyby funkcje diakonis? Nie muszą one w dwudziestym czy dwudziestym pierwszym wieku robić dokładnie to samo, co w trzecim czy czwartym. Święcenia mogą być te same, ale czy nie powinniśmy przemyśleć funkcji, jakie może pełnić diakonisa? Moim zdaniem teksty źródłowe na ten temat sugerują, iż diakonisy są uważane za osoby wyświęcone o statusie równym diakonom - mężczyznom. (Są pewne spory odnośnie do tego w świecie prawosławia, ale moje odczytanie materiałów jest zupełnie jednoznaczne — diakonisy otrzymują nie tylko błogosławieństwo, ale również święcenia). Idźmy jednak dalej. Czy nie można udzielać kobietom niższych święceń lektoratu? Nie robiono tego w Kościele pierwszych wieków (o ile wiem), ale dlaczego teraz kobiety nie mogłyby być dopuszczane jako lektorki skoro, jak Pani mówi, i tak już się tym zajmują. W Kościele pierwszych wieków tak nie było, za wyjątkiem żeńskich monasterów. Moim zdaniem są to dwie nieomalże bezsporne możliwości.

T.: Wiele młodych kobiet zostaje wcześniej wykluczanych z posługi w Kościele w tym kraju (tj. w Australii) poprzez niedopuszczanie ich do przysługiwania w ołtarzu. Wygląda to, jakby jedynym kryterium posługi przy ołtarzu była płeć.

B.K.: Taka sama sytuacja istnieje w Wielkiej Brytanii. Jedynym miejscem (o ile mi wiadomo), gdzie kobiety przysługują i przebywają w ołtarzu, jest żeński monaster i są nimi postrzyżone (tj. po ślubach monastycznych) mniszki. Jest to coś, co możemy ponownie rozważyć. Moglibyśmy zapytać: „Skąd wywodzi się reguła, że podczas obrzędu wprowadzenia (cs. wocerkowlenija, wwodu) dziecko płci męskiej jest wnoszone do sanktuarium, lecz w przypadku dziecka płci żeńskiej kapłan zatrzymuje się przed ikonostasem?” Wiem, że jest wielu księży, którzy obecnie nie przestrzegają tej reguły, chociaż ja sam jej przestrzegam. Jednakże zanim pominiemy tę zasadę, winniśmy zapytać: „Jakie jest znaczenie tej reguły? Dlaczego zaistniała?” Dla mnie samego nie jest to jasne.

T.: Wygląda na to, że Kościół prawosławny odziedziczył pewne żydowskie praktyki, jakie obowiązywały w pierwszych wiekach Kościoła. Czy sposób, w jaki „ucerkiewniamy” dzieci, jest jedną z nich?

B.K.: Jest to zapewne część tła wprowadzenia do cerkwi. Innym czynnikiem jest sposób, w jaki rozumiemy grzech pierworodny, jak interpretujemy werset z Psalmu 50[51]: „W grzechu poczęła mnie matka”. Obrzęd wprowadzenia (cs. wwodu) - modlitwy odmawiane czterdziestego dnia - w obecnej cerkiewnej praktyce są zapewne kłopotliwe. To mógłby być dobry temat na panprawosławne zgromadzenie czy sobór. Ponieważ chodzi tu o praktykę liturgiczną powinni przyjrzeć się jej biskupi (włączając w dyskusję także innych ludzi). Ale powi