Do jedności chrześcijan należy dążyć nie bacząc na trudności i mizerne efekty, bo taka jest wola Samego Jezusa Chrystusa (o. Konstanty Bondaruk o tegorocznym Tygodniu modlitw o jedność chrześcijan).
Rokrocznie po zakończeniu „Tygodnia modlitw o jedność chrześcijan” odczuwam potrzebę ustosunkowania się do tego wydarzenia. Mam wiele doświadczeń w kontaktach z przedstawicielami innych wyznań poczynając od początku lat 80-ch, kiedy jako referent ds. ekumenizmu i przedstawiciel ówczesnego biskupa Białostocko-Gdańskiego Sawy, wiele razy uczestniczyłem w nabożeństwach ekumenicznych i zabierałem głos. Od tego czasu, przez wszystkie lata, żywo interesowałem się postępami w ruchu ekumenicznym i niekiedy dzieliłem się swymi spostrzeżeniami w mediach. Tegoroczny „Tydzień” odbył się pod hasłem zaczerpniętym z Księgi Powtórzonego Prawa: Nie będziesz naginał prawa, nie będziesz stronniczy i podarku nie przyjmiesz, gdyż podarek zaślepia oczy mędrców i w złą stronę kieruje słowa sprawiedliwych. Dąż wyłącznie do sprawiedliwości, byś żył i posiadł ziemię, którą ci daje Pan, Bóg twój (Pwt 16, 19-20). Tematami poszczególnych dni były fragmenty z Pisma Świętego: niech prawo rozlewa się jak woda, a sprawiedliwość jak niewysychający potok (Am 5,24), niech wasze „tak” znaczy „tak”, a „nie” znaczy „nie” (Mt 5, 37), Pan jest łaskawy i miłosierny (Ps 145, 8), bądźcie zadowoleni z tego, co posiadacie (Hbr 13,5), Pan jest moim światłem i moim zbawieniem (Ps 27, 1). Materiały do ekumenicznych modlitw w danym roku przygotowują chrześcijanie z różnych krajów, często z tych, gdzie są oni w mniejszości albo wręcz prześladowani. W br. przygotowali je chrześcijanie z Indonezji.
Jeżeli chodzi o wielowyznaniowy, wręcz wieloetniczny i wielokulturowy Białystok, to w sobotę 19 stycznia nabożeństwo ekumeniczne odbyło się w cerkwi Świętego Ducha, a kazanie wygłosił rzymskokatolicki Metropolita Białostocki Abp Tadeusz Wojda. Z kolei prawosławny Arcybiskup Białostocki i Gdański Jakub przemawiał podczas Mszy w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego. Wart podkreślenia jest także „Trójgłos ekumeniczny” na temat „Młodzi wyzwaniem chrześcijaństwa”, który zaplanowany został na 24 stycznia, w czwartek, w Archidiecezjalnym Wyższym Seminarium Duchownym w Białymstoku.
Obecnie każdy, kto interesuje się ruchem ekumenicznym, może łatwo znaleźć mnóstwo informacji na ten temat w internecie. Trudność może się pojawić wówczas, jeżeli się próbuje tę wiedzę jakoś ogarnąć, podsumować, usystematyzować. Przecież czyta się i słyszy, że po dziś dzień wielu prawosławnych, zwłaszcza wspólnoty monastyczne takie jak na Atosie, powołując się na kanony Cerkwi, uważają ekumenizm za herezję, a udział w ruchu ekumenicznym wręcz za „zdradę Prawosławia”. Niestety, nie proponują oni niczego konstruktywnego w zamian. Co więcej, nawet najzagorzalsi przeciwnicy „ekumenii” podczas każdej Liturgii Świętej, już na samym jej początku, w trzecim wezwaniu pierwszej wielkiej ektenii (litanii) wymawiają słowa: „O pokój całego świata, o dobrostan świętych Bożych Kościołów, i zjednoczenie wszystkich, do Pana módlmy się”. Naturalnie, tu nie chodzi o jedność Prawosławia, ale o zjednoczenie kościołów chrześcijańskich, o jedność wszystkich podzielonych chrześcijan.
Od ponad stu lat chrześcijaństwo usiłuje, bez większego powodzenia, przezwyciężyć swój nie jedyny, ale za to najbardziej widoczny grzech - brak jedności. Wola Jezusa Chrystusa wypowiedziana w Modlitwie Arcykapłańskiej jest jednoznaczna: Aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty mnie posłał (J 17, 21). Jest rzeczą całkowicie naturalną, że idea przywrócenia widzialnej jedności zrodziła się w świecie protestanckim; ze wszystkich chrześcijan protestanci najdotkliwiej odczuli swe rozdrobnienie na dziesiątki denominacji, swą izolację i wyobcowanie od chrześcijańskiej pełni. Proces drobienia w protestantyzmie urósł wręcz do karykaturalnych rozmiarów. Jednakże dążenie do jedności przybrało w protestantyzmie dość dziwną formę „teorii gałęzi”. Zgodnie z nią, w swym rozwoju, niegdyś zjednoczony Kościół Chrystusowy podzielił się na wiele gałęzi, z których każda w jednakowym stopniu zachowuje więź z wczesnochrześcijańską spuścizną, tym zasadniczym pniem i korzeniem jednego ogólnochrześcijańskiego drzewa. W konsekwencji, przyszłe zjednoczenie chrześcijan, według protestantów, powinno zakładać zachowanie tej różnorodności, ponieważ każda gałąź jest pełnowartościową częścią całego drzewa - powszechnego chrześcijaństwa.
Stanowisko Prawosławia.
Oczywiście, ta próba legalizacji rozdrobnienia, odejścia od chrześcijańskiej wspólnoty i usankcjonowania „jedności w różnorodności” nigdy nie znalazła zrozumienia ani w Prawosławiu, ani w katolicyzmie. Już w 1917 r. Archimandryta Hilarion (Troicki) pisał do sekretarza międzywyznaniowej Komisji "Wiara i Ustrój" - Roberta Gardinera: „Wszystkie wyznania chrześcijańskie nie mogą należeć do Jednego, Powszechnego Kościoła Chrześcijańskiego, lecz tylko jeden z nich może być prawdziwym Kościołem, natomiast pozostałe – pozakościelnymi stowarzyszeniami. Dla mnie jedynym prawdziwym Kościołem jest Kościół Prawosławny. W tej kwestii Pan może się ze mną nie zgadzać i Pańska niezgoda… będzie dla mnie nieporównanie mniej zasmucająca niż to, gdyby zrezygnować z idei jedynego, prawdziwego Kościoła na rzecz fałszywego, pozakościelnego stowarzyszenia”. W konferencji ekumenicznej „Wiara i Ustrój” w 1927 r. w Lozannie wzięli udział duchowni z niemal wszystkich kościołów prawosławnych. Oświadczyli oni, że „w kwestiach wiary i świadomości religijnej, w Cerkwi Prawosławnej nie może być miejsca na żaden kompromis z tymi, z którymi nie ma jedności wiary i nie jest możliwe współuczestnictwo w sakramentach”. W okresie międzywojennym, to stanowisko zajęte w Lozannie potwierdzili wybitni przedstawiciele Prawosławia, w szczególności o. Sergiusz Bułhakow i prof. Anton Kartaszow. Ich zgodny dwugłos z lat 30-ch o Prawosławiu jako jedynym prawdziwym Kościele, który jest otwarty na przyjęcie skruszonych, błądzących braci, w znacznej mierze określił warunki i zasady, na jakich Prawosławie włączyło się do ruchu ekumenicznego. W 1948 r. W Amsterdamie odbył się zjazd założycielski Światowej Rady Kościołów. Z prawosławnej strony wzięli w nim udział jedynie przedstawiciele Patriarchatu Konstantynopolskiego, Greckiego Kościoła Prawosławnego, oraz Instytutu św. Sergiusza w Paryżu, w którym wykładali w/w Bułhakow i Kartaszow.
Stanowisko katolicyzmu
W 1928 r. Papież Pius XI w encyklice „Dusze śmiertelników” napisał, że „katolicy w żadnym razie nie mogą zaakceptować prób zjednoczenia opartych na fałszywej teorii, że wszystkie religie mniej lub bardziej są dobre i zdrowe… Kościół zdradziłby swoje powołanie biorąc udział w pan-chrześcijańskich przedsięwzięciach albo sprzyjając im”. Jednak zapoczątkowana w 1908 roku przez anglikanina Paula Wattsona idea „Oktawy modlitw o jedność chrześcijan” nigdy nie została przez Watykan potępiona, ani nawet zarzucona. W 1935 r. francuski duchowny katolicki Paul Couterier nadał ruchowi nowy impuls proponując postulat, aby dążyć do jedności „jakiej chce Chrystus, przez środki, których On chce i w czasie, który On wyznaczy”.
Natomiast decydującym o katolickim uczestnictwie w ruchu ekumenicznym był „Dekret o ekumenizmie” II Soboru Watykańskiego z 1964 r. „Unitatis Reintegratio”. W nim powiedziane zostało praktycznie wszystko; jak Watykan widzi i rozumie zjednoczenie i co rekomenduje swym wyznawcom w charakterze praktycznych kroków. Obok stwierdzenia „bracia odłączeni” jest w dokumencie wiele punktów, które w istocie są hymnami pochwalnymi pod adresem Prawosławia jako bliskiego, siostrzanego kościoła. Przytaczam najistotniejsze fragmenty dokumentu. „Chrystus Pan założył jeden jedyny Kościół, a mimo to wiele jest chrześcijańskich Wspólnot, które wobec ludzi podają się za prawdziwe spadkobierczynie Jezusa Chrystusa. Wszyscy wyznają, że są uczniami Pana, a przecież mają rozbieżne przekonania i różnymi podążają drogami, jak gdyby sam Chrystus był rozdzielony. Ten brak jedności jawnie sprzeciwia się woli Chrystusa, jest zgorszeniem dla świata, a przy tym szkodzi najświętszej sprawie przepowiadania Ewangelii wszelkiemu stworzeniu…. Kościoły Wschodu i Zachodu przez szereg wieków kroczyły swą własną drogą, złączone jednak wspólnotą wiary i życia sakramentalnego….Święty Sobór (Watykański II) z radością obok innych doniosłych spraw przypomina fakt, że na Wschodzie istnieje w żywotnym stanie wiele partykularnych, czyli lokalnych Kościołów, wśród których czołowe miejsce zajmują Kościoły patriarchalne, a pewna ich ilość szczyci się pochodzeniem od samych Apostołów. Toteż u wschodnich chrześcijan wybijała się na czoło i wciąż wybija troska o zachowanie tych ścisłych związków bratnich we wspólnocie wiary i miłości, które powinny ujawniać swą żywotność w stosunkach między Kościołami lokalnymi jak między siostrami… Podobnie nie można pominąć faktu, że Kościoły Wschodnie od samego swego powstania posiadają skarb, z którego wiele zapożyczył Kościół Zachodni w zakresie liturgii, duchowej tradycji i porządku prawnego. Nie należy też nie doceniać tej prawdy, że podstawowe dogmaty chrześcijańskiej wiary o Trójcy Świętej i o Słowie Bożym, które przyjęło ciało z Maryi Dziewicy, określone zostały na Soborach Powszechnych, które odbyły się na Wschodzie. Kościoły te wiele przecierpiały i wciąż cierpią dla zachowania tej wiary…. Wobec tego święty Sobór zachęca wszystkich, zwłaszcza tych, którzy pieczołowicie zabiegają o przywrócenie pełnego zjednoczenia Kościołów Wschodnich z Kościołem katolickim, by należycie wzięli pod uwagę te specjalne warunki powstania i rozwoju Kościołów Wschodnich oraz charakter stosunków istniejących między nimi a Stolicą Rzymską przed podziałem, a również by urobili sobie słuszny osąd tego wszystkiego. Dokładne zastosowanie się do tego przyczyni się niezmiernie do zamierzonego dialogu…. Powszechnie również wiadomo, z jakim przywiązaniem chrześcijanie wschodni sprawują liturgiczne obrzędy, przede wszystkim obrzęd eucharystyczny, źródło życia Kościoła i zadatek przyszłej chwały: przez niego wierni złączeni z biskupem, mający dostęp do Boga Ojca przez Syna, Słowo Wcielone, umęczone i uwielbione, oraz w szczodrobliwości Ducha Świętego dostępują zjednoczenia z Przenajświętszą Trójcą, stając się "uczestnikami Bożej natury" (2 P 1, 4). Dlatego przez sprawowanie Eucharystii Pańskiej w tych poszczególnych Kościołach buduje się i rozrasta Kościół Boży, a przez koncelebrację przejawia się ich wspólnota (communio). W tym liturgicznym kulcie chrześcijanie wschodni wysławiają przepięknymi hymnami Maryję zawsze Dziewicę, którą Sobór powszechny w Efezie uroczyście ogłosił Najświętszą Boga - Rodzicielką, by rzeczywiście i właściwie uznano, że według Pisma Świętego Chrystus jest Synem Bożym i Synem Człowieczym, czczą nadto wielu świętych, w tym Ojców Kościoła powszechnego.
Skoro więc Kościoły te mimo odłączenia posiadają prawdziwe sakramenty, szczególnie zaś, na mocy sukcesji apostolskiej, kapłaństwo i Eucharystię, dzięki którym są dotąd z nami złączone najściślejszym węzłem, pewien współudział w czynnościach świętych (communicatio in sacris), w odpowiednich okolicznościach i za zgodą kościelnej władzy, jest nie tylko możliwy, ale i wskazany. Na Wschodzie znajdują się także bogate tradycje życia wewnętrznego, które w szczególny sposób wyraża zjawisko życia mniszego. Tam przecież już od chlubnych czasów Ojców świętych, kwitła duchowość monastyczna, która przeniknęła potem na tereny zachodnie; z niej to jako ze swego źródła wzięła początek łacińska koncepcja życia zakonnego…. Toteż jest bardzo wskazane, by katolicy dużo częściej sięgali po te duchowe bogactwa Ojców wschodnich, które wznoszą człowieka całkowicie ku kontemplacji rzeczy Bożych….Niech sobie wszyscy uświadomią, że dla wiernego strzeżenia pełni tradycji chrześcijańskiej i dla pojednania chrześcijan wscho