Pojęcie Ukrzyżowany Bóg było dla ludzi w czasach Chrystusa absurdem. Jednak obecnie Krzyż pośrodku cerkwi w środku Postu przypomina, że jeśli z Chrystusem współcierpimy i umieramy dla grzechu, to także wraz z Nim powstaniemy do nowego życia (Homilia w Niedz. Świętego Krzyża 31 marca).
W połowie Wielkiego Postu Cerkiew ustanowiła Tydzień Adoracji Świętego Krzyża - Kriestopokłonnuju Niedielu. Podczas Wsienoszcznoho bdienija w sobotę (w b.r. 30 marca) kapłani uroczyście wynoszą na środek świątyni ozdobiony kwiatami krzyż. Następnie wraz z wiernymi składają przed nim trzykrotny pokłon. Wyniesienie krzyża w połowie Wielkiego Postu ma skierować pobożne myśli wiernych ku zbliżającym się dniom pamięci Męki Pańskiej oraz zapowiedzi chwalebnego Zmartwychwstania. Jest to nawiązanie do antycznej praktyki, kiedy triumfalny wjazd zwycięskiego wodza poprzedzały jego sztandary i trofea. Analogicznie, uroczysty wjazd Zwycięzcy nad grzechem i śmiercią poprzedza znak Jego zwycięstwa - Życiodajny Krzyż. Oto dlaczego temu wynoszeniu i hołdowi towarzyszy pieśń Kriestu Twojemu pokłaniajemsia, Władyko, i swiatoje Woskriesienije Twoje sławim. Adoracja krzyża spoczywającego na anałoju trwa do piątku następnego tygodnia. Tym samym na kilka tygodni przed Wielkim Piątkiem i Paschą Cerkiew zapowiada zarówno śmierć Zbawiciela na krzyżu, jak i Jego chwalebne Zmartwychwstanie jako wydarzenia nierozłącznie ze sobą powiązane. Cerkiew przyrównuje Święty Krzyż do rajskiego drzewa życia, do drewna, które Mojżesz podczas 40-letniej wędrówki po pustyni wrzucił do gorzkiej wody w miejscowości Mara i uczynił ją zdatną do picia (Wj 15, 22-25). Krzyż przypominający o męce i śmierci Jezusa Chrystusa może dodać otuchy i umocnić wiernych w woli kontynuowania surowego postu i w wysiłkach ascetycznych w ciągu następnych tygodni. Krzyż pośrodku świątyni przypomina nam, że jeśli z Chrystusem współcierpimy i umieramy dla grzechu, to także wraz z Nim zmartwychwstaniemy do nowego życia.
Niezwykle piękne, głębokie w swej treści i jednocześnie trudne do przetłumaczenia z języka cerkiewnosłowiańskiego (ale warto próbować) są hymny na cześć Świętego Krzyża. Radujsia, Żiwonosnyj Kriestie, błahoczestija niepobiedimaja pobieda... (Bądź pozdrowiony, o Życiodajny Krzyżu, nieprzemożny triumfie pobożności, drzwi wiodące do raju, wiernych opoko i Cerkwi murze obronny. Przez ciebie, o Krzyżu, pokonana została zniszczalność i zdławione panowanie śmierci, my zaś wznieśliśmy się z ziemi ku niebiosom. Tyś oręż niepokonany w zmaganiu z szatanem, chwała męczenników, prawdziwy wieniec świątobliwych, przystań zbawienia, Który świat obdarzasz wielkim miłosierdziem).
Przypomnienie o historii krzyża i ukrzyżowania jest niezbędne dla zrozumienia tego paradoksu, nieprawdopodobnego przewartościowania pojęć. Nade wszystko należy pamiętać, że ukrzyżowanie było rzymską metodą kaźni, natomiast żydowskie ustawodawstwo przewidywało kamienowanie (Dz 7,58). Ukrzyżowanie przeważnie stosowane było wobec zbuntowanych niewolników. Podczas rozruchów po śmierci Heroda Wielkiego, namiestnik Syrii - Kwintilus Warus, kazał ukrzyżować znaczną część żydowskich elit. Po zburzeniu Jerozolimy w 70 r.n.e., rzymscy legioniści ukrzyżowali tylu żydowskich więźniów, że według historyka Józefa Flawiusza, aż brakowało drzewa na krzyże. Dla ówczesnych ludzi krzyż był symbolem haniebnej śmierci, a ukrzyżowanie najstraszliwszą formą kary, która w swym okrucieństwie wywoływała wstręt i obrzydzenie nawet u nawykłych do przemocy i śmierci legionistów. W swej mowie do Warusa rzymski orator - Cyceron, nazwał ukrzyżowanie „najbardziej okrutną i straszną formą karania niewolników”, stąd niewolników pogardliwie nazywano „nosicielami krzyża”. Gdy zaś chodzi o obywateli rzymskich, to według Cycerona „skrępować takiego jest naruszeniem prawa, pobić go - to przestępstwo, natomiast zabić, to tak jakby zabić rodzonego ojca”. Jeżeli zaś chodzi o ukrzyżowanie, to dla tej kaźni elokwentny Cyceron wręcz nie znajdował stosownego określenia.
Najgorsza forma kary.
Jeżeli uwzględni się, jak postrzegany był krzyż w czasach Chrystusa, wówczas stanie się jasnym, że sama wzmianka o nim wywoływała ciarki na grzbiecie, wzbudzała trwożny lęk. Pojęcie Ukrzyżowany Bóg było dla ówczesnych ludzi całkowitym absurdem, jawną sprzecznością, absolutną niedorzecznością. Ówczesnym Żydom przez myśl nie mogło przejść - jak zbawienie może dokonać się w ten sposób, przez człowieka skazanego na tego rodzaju śmierć. To dlatego ze strony obecnych na Golgocie słychać było drwiny: „skoro jesteś Synem Bożym, to zejdź z krzyża, a wówczas uwierzymy w ciebie”. Również wychowanym w takim środowisku uczniom Chrystusa niełatwo było zrozumieć sens Krzyżowej Ofiary. Jak wszyscy pozostali Żydzi oczekiwali oni raczej charyzmatycznego przywódcy, który przywróci narodowi jego wielkość i wyswobodzi z rzymskiej niewoli.
Kiedy do świątyni przychodzi para nowożeńców, to na zakończenie sakramentu małżeństwa kapłan oprowadza ich wokół anałoja, na którym leży Ewangeliarz i Krzyż. Jest to widzialny znak tego, że w centrum ich życia powinny znajdować się Krzyż i Słowo Boże. Dla wierzących stał się już nie narzędziem męki i śmierci, ale symbolem ofiarnej miłości, do której Chrystus nawołuje również nas. Przykazanie nowe daję wam abyście się miłowali nawzajem jak i Ja umiłowałem was. Kiedy mówimy, że chrześcijaństwo nakazuje kochać bliźniego jak siebie samego, to nie jest to pełna prawda. Oczywiście, chrześcijanie obowiązani są kochać bliźnich według przykazania jeszcze ze Starego Testamentu, ale Chrystus nawołuje do jeszcze większej miłości: jak Ja umiłowałem was. Jezus apeluje o ofiarną miłość, bo tylko taka chroni świat od autodestrukcji; kiedy ludzie ofiarowują siebie, swój czas, zdrowie, nawet życie, stając obok Chrystusa po stronie prawdy, dobra i sprawiedliwości.
Weźcie krzyż swój!
Oto w Ewangelii słyszymy słowa, że kiedy ktoś chce być uczniem Chrystusowym, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! (Mk 8,34). Te słowa zostały umieszczone przez Ewangelistę po dwóch bardzo ważnych epizodach. Wcześniej Chrystus zapytał uczniów: Za kogo uważają Mnie ludzie? Oni Mu odpowiedzieli: "Za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za jednego z proroków". On ich zapytał: "A wy za kogo Mnie uważacie?" Odpowiedział Mu Piotr: "Ty jesteś Mesjasz” (Mk 8,27-29). Dalej, jak czytamy u trzech Ewangelistów prócz Jana, Jezus zaczął im otwarcie mówić, że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie. A mówił zupełnie otwarcie te słowa. Wtedy Piotr wziął Go na bok i zaczął Go upominać. Lecz On obrócił się i patrząc na swych uczniów, zgromił Piotra słowami: "Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie" (Mk 8,31-33). I tu nastąpiły słowa o samozaparciu się, wzięciu krzyża i pójściu za Chrystusem.
Bierzcie przykład z Chrystusa!
Skoro według planów Bożych, zbawienie człowieka dokonało się przez Krzyż, to człowiek winien uczynić swe życie podobnym do życia ukrzyżowanego Chrystusa, aby krzyż znienawidzony przez świat (Flp 3,18) stał się tajemnym szlakiem obranym przez Boga w celu dopełnienia zbawienia. Stąd bycie chrześcijaninem oznacza wzorowanie się na Nim i niesienie krzyża za Nim. Co to znaczy? Aby stać się Chrystusowym uczniem, trzeba zaprzeć się samego siebie i całkowicie oddać się woli Bożej. Status Chrystusowego ucznia to nie jest krótkotrwały entuzjazm, lecz stałość woli i trwały stan ducha. Iść za Chrystusem trzeba do samego końca. Ewangelista Łukasz podkreśla, że trzeba co dzień brać swój krzyż (Łk 9,23). Nieść krzyż oznacza przyjąć zamyślone lub dopuszczone przez Boga sytuacje, które często wiążą się z bólem, cierpieniami, poniżeniem, które wystawiają nas na próbę. W tym sensie nieść krzyż oznacza przeniknąć w Boże plany, według których wszystko, co nas spotyka, w ostateczności służy naszemu zbawieniu. Nieść krzyż oznacza także umrzeć dla świata, zerwać wcześniejsze więzy, być gotowym na prześladowanie i nawet - na śmierć!
Chrystus dopomaga nieść krzyż
Wezwanie do niesienia krzyża jest bodaj najbardziej nieprzyjemnym imperatywem ludzkiego losu. Warto jednak pamiętać o tym, że to wezwanie wypływa bezpośrednio ze zbawczej misji Chrystusa. Najpierw Chrystus Sam wziął krzyż, umarł na nim, zmartwychwstał i wstąpił do chwały Ojca. Obdarzył On nas taką siłą w Duchu, że dzięki wierze możemy urzeczywistnić to niełatwe powołanie. Gdyby Chrystus wezwał nas do niesienia krzyża i do znoszenia męki nie ukazując tego, co Bóg uczynił dla nas w Chrystusie, byłoby to zwyczajne okrucieństwo, które przeczy duchowi Ewangelii. Apostoł Piotr pisze, że Sam Chrystus ukazał nam przykład - jak powinniśmy reagować na ciemną i nieprzyjemną stronę naszej egzystencji. On, gdy Mu złorzeczono, nie złorzeczył, gdy cierpiał, nie groził, ale oddawał się Temu, który sądzi sprawiedliwie (1 P 2,23). Trzeba nam pamiętać o tym, że krocząc za Chrystusem, powinniśmy słuchać Jego i nie kierować się własnymi myślami i wyobrażeniami. Chrystus proponuje nam przejście zdumiewającej drogi, na której kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je (Mk 8,35). Te radykalne, mocne słowa z pewnością nie były szantażem ani ultimatum, lecz przeciwnie - obietnicą życia, które Chrystus daje swym uczniom. Oczywiście wezwanie do tego, aby zaprzeć się samego siebie, dla wielu ludzi może wydać się zbyt wygórowanym. Jak to tak, że mam porzucić swe plany, marzenia i aspiracje?
Boża wola przede wszystkim
Czy na pewno powinienem pogodzić się ze swym krzyżem, opuścić ręce, nawet nie próbować polepszyć swej doli, nie dążyć do czegoś lepszego? W istocie słowa Chrystusa przestrzegają nas przed niebezpieczeństwem straty czegoś naprawdę wartościowego, wskutek pogoni za szybką i złudną korzyścią. Słowa zaprzeć się samego siebie można zrozumieć jako zachętę do tego, aby uznać, że Boża wola i plan są ważniejsze niż nasze. Zapomnieć o sobie oznacza takie kierowanie swoimi sprawami, aby służyły one innym i wspólnemu dobru. Ten, kto czyni to w imię Chrystusa i Ewangelii, otrzymuje o wiele więcej, bo wie, że Chrystus bierze na siebie jego przeszłość i troszczy się o przyszłość. Oswobodzony od niepotrzebnych trosk i lęków człowiek będzie bardziej intensywnie żyć obecnym życiem. Będzie on odnajdywać sens życia w służbie Bogu i ludziom, w tym znajdując spokój i ukojenie, to znaczy prawdziwe życie.
Świat zyskamy, ale duszę stracimy
Oczywiście tu natychmiast przychodzi na myśl przypowieść o nierozumnym bogaczu, który zgromadził wielki urodzaj i zamierzał korzystać z tego przez długie lata. Jednak Bóg oznajmia mu: Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował? (Łk 12,20). Stąd wniosek, że gdy ktoś chce zachować duszę, całe swoje życie wyłącznie dla siebie, dla swoich małodusznych, przyziemnych, ludzkich celów - ten straci je. Z drugiej strony, gdy ktoś jest gotowy całe swoje życie poświęcić na służbę Chrystusowi i Ewangelii, ten zachowa życie i osiągnie zbawienie. І dalej Chrystus mówi: Cóż bowiem za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić? Bo cóż może dać człowiek w zamian za swoją duszę? (Mk 8,36-37). Wielu z nas zna to uczucie - jak ciężko jest żyć z poczuciem jakiegoś wstydliwego grzechu. Pan nasz wypowiedział także bardzo konkretne ostrzeżenie: Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi przed tym pokoleniem wiarołomnym i grzesznym, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w chwale Ojca swojego razem z aniołami świętymi (Mk 8,38).
„Zaprzeć się samego siebie” to oczywiście najmniej atrakcyjne wezwanie, j