Jak żydowski mężczyzna o imieniu Eliasz został wielkim świętym prorokiem Bożym i stał się godnym cielesnego wzniesienia na niebo na ognistym rydwanie? Czy możemy stać się podobnymi do niego?
Jak żydowski mężczyzna o imieniu Eliasz, rodem z miasta Tiszbe w rejonie Gilead w starożytnym Izraelu, urodzony prawie trzy tysiące lat temu, został wielkim świętym prorokiem Bożym i stał się godnym cielesnego wzniesienia na niebo na ognistym rydwanie? Czy możemy stać się podobnymi do niego?
Rzeczywiście, często święci, patrzący na nas z dziwnych starych ikon, wydają się bardzo dalekimi - oddalonymi od nas granicą między grzeszną ziemią (gdzie my) i Królestwem Niebieskim (gdzie oni) lub tysiącami lat. Często wydają się nam oni prawie bajecznymi, mitologicznymi postaciami lub nieosiągalnym ideałem, którego my nigdy nie osiągniemy.
Ale to byli tacy sami ludzie, jak i my: z ciała i krwi. Chorowali i smucili się, radowali się i weselili, cierpieli i płakali, martwili się i walczyli. Niczym nie różnili się od nas. Pan dał im taką samą duchowo-cielesną budowę, jak i nam, Tak, oni nieśli na sobie odcisk czasów: w swoich przyzwyczajeniach, charakterze, warunkach życia, psychice, ale w ich duszach i sercach miała miejsce ta sama walka, która odbywa się i w naszych duszach i sercach - wojna dobra ze złem, rezultatem której jawi się skłonienie człowieka w stronę obrazu Bożego lub w stronę obrazu bestii, ku podobieństwu do aniołów lub podobieństwu do biesów. I wektor życia ludzkiego zawsze jest skierowany do góry albo do dołu - do piekła albo do raju. Trzeciego nie dano.
Pewnego razu uczeń zapytał pewnego atoskiego abbę: “Czy możliwe jest osiągnięcie Królestwa Niebieskiego?” Ojciec mu odpowiedział: “Praktycznie niemożliwe, ale warto spróbować!”
Kierując się tą dewizą wyobraźmy sobie, że przyszliśmy na lekcję, tematem której jest “Święty prorok Eliasz”. A zadanie, postawione przed nami, jest takie: “Jak żydowski mężczyzna o imieniu Eliasz, rodem z miasta Tiszbe w rejonie Gilead w starożytnym Izraelu, urodzony prawie trzy tysiące lat temu, został wielkim świętym prorokiem Bożym i stał się godnym cielesnego wzniesienia na niebo na ognistym rydwanie?” I drugie zadanie: “Czy możemy stać się podobnymi do niego?”
Przecież Zbawiciel postawił przed nami właśnie taki cel, ustami świętego zwierzchniego apostoła Piotra: “Wy zaś jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem [Bogu] na własność przeznaczonym, abyście ogłaszali dzieła potęgi Tego, który was wezwał z ciemności do przedziwnego swojego światła, wy, którzyście byli nie-ludem, teraz zaś jesteście ludem Bożym, którzyście nie dostąpili miłosierdzia, teraz zaś jako ci, którzy miłosierdzia doznali” (1 P 2, 9-10). I jeszcze słowo o wszystkich świętych z przeszłości: “A ci wszyscy, choć ze względu na swą wiarę stali się godni pochwały, nie otrzymali przyrzeczonej obietnicy, gdyż Bóg, który nam lepszy los zgotował, nie chciał, aby oni doszli do doskonałości bez nas” (Hbr 11, 39-40).
Te wezwanie jest skierowane do nas. Będziemy osiągać doskonałość z pomocą tego zbawczego arsenału, który nam proponuje prawosławna Cerkiew. Będziemy zaś uczyć się na przykładach świętych! Konkretnie na przykładzie świętego proroka Eliasza.
Lekcja pierwsza: dogadzanie brzuchowi i związane z tym biedy
Żydzi z Bożą pomocą pokonali narody Kanaanu. Weszli do ziemi obiecanej, w której płynęły mleko i miód, a kiście winogron były takie soczyste i ciężkie, że jedną z nich musiało nieść na kiju kilku mężczyzn. W czasie panowania świętego proroka i króla Dawida i następującego po nim panowania jego syna Salomona (około koniec XI wieku - połowa X wieku przed Chrystusem) nastąpił złoty wiek rozkwitu religii żydowskiej, państwowości, kultury, ekonomii. W końcowym okresie panowania króla Salomona materialny rozkwit zaczyna negatywnie oddziaływać na Żydów. Zaczyna stopniowo ich pochłaniać. Pieszczenie i głaskanie własnego brzuszka prowadzi do otyłości duszy. Wśród uczt, pieniędzy i samonasładzania Żydzi już nie chcą podnieść oczu do góry, ku prawdziwemu Bogu, ale opuszczają je do dołu. I tu im, rzecz jasna, podoba się pogański kult kananejskich narodów, podsycający namiętności - kult Baala (o nim będzie mowa dalej). Naród na czele z królem Salomonem oddał się uciechom pogańskim i odstapił od prawdziwego Boga, Który ich prowadził po pustyni i tak czule, jak troskliwy ojciec, strzegł ich.
Rezultatem pogańskich kultów stał się wyniosły hedonizm, indywidualizm i egoizm, i następujące za nimi samolubstwo i niemiłość, gniew i wrogość ku bliźniemu - ku swemu bratu.
Jako następstwo, już przy synu Salomona - Roboamie (lata panowania około 928-911), u Żydów zaczyna się bratobójcza walka. Ich królestwo rozpada się na Judę i Izrael (około 928 roku przed Chr.)
Przy czym jeśli jeszcze w Judzie zachowała się wiara w prawdziwego Boga, to w Izraelu miesza się ona z pogaństwem i traci swoje uświęcenie przez Pana.
W okresie życia i działalności świętego proroka Eliasza (IX wiek przed Chr.) królestwem Izraela rządził niegodny król Achab, który dokonał czynu, wprost sprzeciwiającemu się religijnemu prawu Żydów, danemu im przez Boga w Pięcioksięgu Mojżesza. Wziął sobie za żonę kobietę Izebel z pogańskiego narodu Filistynów, wrogiego wobec Żydów. Nie dość, że była poganką z pochodzenia, to jeszcze przekonaną zwolenniczką pogaństwa - kapłanką kultu Baala. Ten kult gorliwie zaczęła ona wprowadzać w Izraelu. Religia Baala otrzymała status państwowy.
I w tym momencie do Izraelitów Pan posyła swojego wielkiego proroka Eliasza Tiszbitę.
Tutaj nasza pierwsza lekcja dobiega końca. Jaki wniosek możemy z Bożą pomocą wyciągnąć dla nas - prawosławnych chrześcijan XXI wieku?
Często płaczemy, że nam brakuje pieniędzy. Ale mamy tak wiele rozjaśnionych, ogromnych supermarketów z obfitością w witrynach, w których są kiełbasy, napitki, torciki dziesiątek rodzajów. Mamy tak wiele komputerów, iPodów, tabletów, pięknych “inteligentnych” maszyn, przynoszących ulgę i komfort w naszym bycie. Plus popkultura, kultywująca egoizm i służenie cielesnym rozkoszom - idolom naszych czasów. Rozładował się akumulator w komórce, dzień bez niej - koniec życia! I czyż i my nie staliśmy się kruchymi, wątłymi hedonistami, zaspokajającymi samolubstwo?
I kiedy przyjdzie czas wybierać między wycieńczonym, cierpiącym, odzianym we włosienicę Eliaszem a komfortową, sytą Izebel, kogo wybierzemy? Czy starczy nam sił z Bożą pomocą ukorzyć - “przyciąć” sytego siebie? I odejść na pustynię, w ascezę - ku Bogu?
Oto w czym jest hamletowskie pytanie naszych czasów!
Z przesyconego brzucha rodzi się rozpusta umysłu. Z egoizmu - nienawiść wobec swego brata. Jaki wniosek z tego wszystkiego proponuje nam święty prorok Eliasz?
Lekcja druga: walka z sobą
W dawnym kwietniku mądrości egipskich ojców-mnichów jest wypowiedź świętego Marka Ascety: “Bez skruchy serca nie można zupełnie wybawić się ze zła; serce zaś skruszeje od potrójnej wstrzemięźliwości, mianowicie: od snu, pokarmu i cielesnego pokoju”.
Prawosławny chrześcijanin ma jednego wroga - to ja sam, mój własny stary człowiek, przyrośnięty do namiętności, uciech, grzechów i wad. Z nim trzeba walczyć. Wspomnijmy słowa świętego zwierzchniego apostoła Pawła: “Ale ci, którzy są Chrystusowi, ukrzyżowali ciało z namiętnościami i pożądaniami” (Ga 5, 24). W tym jest istota ascezy wszystkich świętych od starożytności do czasów najnowszych.
Życie jako bezkrwawe męczeństwo. w tym jest istota duchowego wysiłku świętego proroka Eliasza.
W proroctwach święty prorok Poprzednik i Chrzciciel Pański Jan często porównuje się ze świętym prorokiem Eliaszem. A w księdze proroka Malachiasza Jan wprost nazywany jest Eliaszem: “Oto ja poślę do was proroka Eliasza przed nastaniem dnia Pańskiego, wielkiego i strasznego. I on zwróci serca ojców ku dzieciom i serca dzieci ku ojcom ich, żebym Ja, przyszedłszy, nie poraził ziemi przekleństwem” (Ml 4, 5-6).
O tym, że Jan jest nazwany Eliaszem, świadczy i sam Pan nasz Jezus Chrystus: “Ale mówię wam, że Eliasz już przyszedł, i nie poznali go, a postąpili z nim, jak chcieli” (Mt 17, 12). Rzeczywiście, życie, charaktery, obraz i forma ascezy, służba świętych proroka Eliasza i Jana Chrzciciela są zadziwiająco podobne.
Święty prorok Eliasz faktycznie był pierwszym mnichem. On jawi się jako pierwszy starotestamentowy celibatariusz. Zachowywał surowy post. Chodził boso, w grubym płaszczu z wielbłądziej sierści, bardzo szorstkim i niewygodnym, drażniącym skórę, przypominającym włosienicę. Podobnie jak prawosławny mnich, nosił skórzany pas na biodrach, i podobnie do arcykapłana, chodził z laską w ręku - znakiem szczególnej duchowej władzy.
Jego imię Eliasz z hebrajskiego języka tłumaczy się jako “opoka Pańska” lub “moim Bogiem jest Jahwe”. Jahwe tłumaczy się jako “Istniejący” (Żywy). Pod takim imieniem objawił się Bóg świętemu prorokowi Mojżeszowi w Krzewie Gorejącym.
Nosić takie imię za czasów Achaba i Izebel było bardzo niebezpiecznie. Prawdziwa wiara była zakazana w ich państwie. Zgodnie z jedną z historycznych wersji, Eliaszowi przy narodzinach było dane inne imię. Ale podczas rozkwitu pogaństwa i prześladowań prawdziwej Cerkwi Bożej [chodzi tu oczywiście o Cerkiew Starotestamentową - przyp. tłum.] Tiszbita przyjmuje nowe imię, za które w owym czasie w państwie Izrael, być może, groziła kara śmierci. “Moim Bogiem jest Jahwe, prawdziwy Bóg Żydów” - swoje imię Eliasz niesie, jak sztandar. Za Jahwe jest gotów przecierpieć męki i pójść na śmierć. I z tym światłym znakiem on wstępuje w mrok pogański, aby oświecić naród, tonący w mroku nieprawości.
W tej lekcji z życia świętego proroka Eliasza uczymy się zdrowej wstrzemięźliwości, kiełznającej ciało i nie dającej mu, jak koniowi narowistemu i ślepemu, biec ku przepaści.
Wspomnijmy słowa Zbawiciela: “Ten zaś rodzaj wygania się tylko modlitwą i postem” (Mt 17, 21). On powiedział to o biesach.
Mądre modlitwa i post odegnają od nas diabła i przywołają w świątynie naszych serc łaskę Świętego Ducha.
Podstawą naszego serdecznego fundamentu także powinna być dewiza “Mój Bóg to Jahwe”, a w tradycji nowotestamentowej - “Mój Bóg to Ojciec, Syn i Duch Święty”. To podstawa życia i jego początek: twarda wiara prawosławna i mądra wstrzemięźliwość. One z kolei z Bożą pomocą doprowadzą do prawych uczynków. I tutaj, drodzy bracia i siostry, przechodzimy do trzeciej lekcji.
Lekcja trzecia: uczynki miłosierdzia
Za popełnione grzechy Izraelitów razem z okolicznymi narodami dosięgają nieszczęścia i kataklizmy. Zamknięte zostało niebo na trzy lata. zaczęła się straszna susza. Pustynia w ludzkich duszach i sercach stworzyła pustynię na ziemi - w świecie materialnym. Oto jaką zadziwiającą zależność widzimy między duszą ludzką i przyrodą.
Ale byli ludzie, zdolni jeszcze czuć prawdę Bożą i czynić dzieła Boże. Zbawiciel powiedział: “Zaprawdę mówię wam: wiele było wdów w Izraelu za dni Eliasza, kiedy zamknięte było niebo na trzy lata i sześć miesięcy, tak że był wielki głód na całej ziemi, i do żadnej z nich nie został posłany Eliasz, a tylko do wdowy w Sarepcie Sydońskiej” (Łk 4,