śr, 19(6) sie środa, 19(6) sie 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 5 kwietnia 2008

Diakon Kurajew: Ukraina nie dojrzała jeszcze do autokefalii

Problematyka ukraińska już od dłuższego czasu nie gościła na naszych łamach.

0 czytelników poleca

Problematyka ukraińska już od dłuższego czasu nie gościła na naszych łamach. Prezentujemy obszerny wywiad, udzielony przed kilkoma dniami gazecie „Krimskaja Prawda” przez diakona Andrieja Kurajewa (na zdj.) – cenionego rosyjskiego teologa i kaznodzieję. W komentarzu redakcyjnym podkreślono, że rozmowa ta ukazuje się w związku z pogłoskami, o spodziewanym w najbliższym czasie odłączeniu Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego – od Patriarchatu Moskiewskiego. W wywiadzie znalazło się szereg kontrowersyjnych poglądów, np. dotyczących Kościoła greckokatolickiego na Ukrainie. Podkreślmy, nasza redakcja nie utożsamia się z nimi, traktując je jako kolejny głos w dyskusji.

Ojcze Andrieju, jak skomentowałby Ojciec treść przemówienia metropolity Odessy Agafangieła wygłoszonego na ostatnim Światowym Rosyjskim Soborze Narodowym. Metropolita podkreślił m.in., ‘że ukraińskie władze postawiły przed sobą zdanie odłączenia Kościoła prawosławnego na Ukrainie (dalej – UKP) od Patriarchatu Moskiewskiego już w bieżącym roku"?

Taka linia polityczna władz Ukrainy jest doskonale widoczna od samego początku niepodległości państwa. W ciągu minionych siedemnastu lat także ukraińskie duchowieństwo prawosławne rozczarowało się trochę fikcyjnością obecnej jedności z Moskwą. Moskwa demonstracyjnie podkreśla niezależność UKP i dlatego nie pomaga prawosławnej Ukrainie w rozwiązywaniu jej problemów.

Co leży u podstaw takiego zachowania Patriarchatu Moskiewskiego?

Po części jest to spowodowane odcięciem się od tematów ukraińskich – aby nie dawać powodów do oskarżenia Moskwy o ingerencję w sprawy kościelne Ukrainy. Po części również dlatego, że w naszym Kościele, zarówno w Moskwie, jak i na Ukrainie, nie powstała jeszcze kultura myślenia strategicznego oraz działania politycznego. W latach trzydziestych minionego wieku pewien włoski dziennikarz zwrócił się z zapytaniem do metropolity Sergiusza: "Proszę powiedzieć, jaka jest wasza strategia?". Metropolita odpowiedział: "Moja strategia jest strategią Świętego Ducha”. Właśnie tak żyjemy również dzisiaj - według zasady "rozwiązać każdy konkretny problem". Kulturę działania politycznego porównać można do angielskiego trawnika – nie wyrasta on w ciągu jednej nocy i nawet w ciągu życia jednego pokolenia.

W tym samym czasie zwierzchnik UKP, metropolita Włodzimierz, podczas swojej niedawnej wizyty w Polsce podkreślał coś wprost przeciwnego. Według jego słów prezydent Juszczenko nie naciska na UKP.

Metropolita Włodzimierz ma całkowitą rację. Jednak jego wypowiedź ogranicza się do bardzo wąskiej sfery relacji państwo – Kościół. Z pewnością podczas spotkań prywatnych prezydenta i metropolity prezydent na niego nie naciska. Jednak przy szerszym spojrzeniu na sprawę, chociażby biorąc pod uwagę charakter przemówień publicznych prezydenta albo to, jakich wskazówek udziela drogami administracyjnymi oraz siłowymi, klaruje się wizja, że w polityce religijnej prowadzonej przez władze ukraińskie istnieją pewne preferencje. Nie zapominajmy również tego, że brat prezydenta jest liderem grupy parlamentarnej, która postawiła przed sobą cel odłączenia Kościoła prawosławnego na Ukrainie od Patriarchatu Moskiewskiego.

Mówi się czasem, że Piotr Juszczenko pragnie zostać zwierzchnikiem przyszłego, połączonego Kościoła autokefalicznego...

To mrzonki. Ten człowiek z całą pewnością nie zostanie głową Kościoła. W swoim czasie metropolici odmówili podobnemu żądaniu samego cara Mikołaja II. Faktem jest jednak, że Piotr Juszczenko chce zostać organizatorem takiej kościelnej struktury.

Jakie jest prawdopodobieństwo tego, że podczas posiedzenia najbliższego soboru uchwalona zostanie decyzja w sprawie odłączenia UKP od Patriarchatu Moskiewskiego?

Odpowiem pytaniem na pytanie: jakie jest prawdopodobieństwo tego, że Państwo wychodząc z tego domu spotkacie żywego tyranozaura?

Zerowe.

Nieprawda: 50 na 50. Z punktu widzenia logiki, albo go spotkacie, albo też nie.

Jeżeli taka decyzja jednak zapadnie, jakie będą następstwa?

Istniejący chaos tylko się pogłębi. Po pierwsze, na Ukrainie mieszkają również nie-Ukraińcy - Rusini (wspólna nazwa kilku grup etnicznych na Ukrainie, do których należą również Łemkowie). Pewien rusiński kapłan z Zakarpacia powiedział mi: "Dla nas, Rusinów, Moskwa - nie ojciec, ale również Kijów - nie matka. Dlatego jeżeli Kijów pójdzie drogą podziału terytorium kościelnego, przypomnimy sobie naszą przeszłość, kiedy w składzie Imperium Austro-Węgierskiego my, Rusini, należeliśmy do Patriarchatu Serbskiego, wcale nie do metropolity Kijowskiego".

Po drugie, pewna liczba monasterów, parafii i nawet diecezji na Ukrainie nie uzna nowej, kanonicznej autokefalii. W takim przypadku można przewidzieć trzy wersje rozwoju wydarzeń. Pierwsza, najbardziej optymistyczna: będą one zabiegać, ażeby patriarcha moskiewski włączył ich do swojej jurysdykcji. Taka sytuacja zaistniała w USA w 1970 roku, kiedy Moskwa obdarzyła autokefalią swoją metropolię amerykańską. Jednocześnie jednak kilkadziesiąt parafii nie chciało jej przyjąć... Kolejna wersja: nie będzie bezpośredniej zwierzchności patriarchy, ale może zostać wykorzystana litera w nazwie jednej z naszych struktur kościelnych - jest to Rosyjski Kościół Poza Granicami (w języku rosyjskim skróty od nazw Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego oraz Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego Poza Granicami różnią się jedną literą - przyp. tłumacza). Oznacza to, że mogą one zabiegać o włączenie w skład tej struktury na takich samych zasadach, jak nasze parafie w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Australii. Wersja trzecia - mogą one zjednoczyć się z tzw. „Rosyjskim Kościołem Prawosławnym”, który się nie połączył z Patriarchatem Moskiewskim. Albo w ogóle mogą stworzyć coś własnego.

Czyli będzie to rozłam wewnętrzny?

Dwie pierwsze wersje będzie to różnorodność organizacyjna. W przypadku dwóch ostatnich – rozłam – schizma (diakon Kurajew używa słowa „raskoł" uwaga tłumacza).

Która wersja jest najlepsza dla prawosławnych chrześcijan na Ukrainie?

Wiem, że dla sporej liczby prawosławnych chrześcijan na Ukrainie ma ogromne znaczenie testament archimandryty Zosimy Sokury (ukraiński starzec, założyciel monasteru pod wezwaniem Zaśnięcia Bogurodzicy w miejscowości Nikolskoje w obwodzie Donieckim - gorący zwolennik jedności prawosławnych Ukrainy i Rosji). Mówił on że nawet jeśli będzie kanoniczna autokefalia, w żadnym przypadku nie powinno się jej akceptować, tylko zwracać się do patriarchy i domagać zachowania więzi między prawosławną Rosją a prawosławną Ukrainą.

Dlaczego w Rosji sprzeciwiają się stworzeniu na Ukrainie kościoła autokefalicznego?

Po pierwsze, z powodu nadziei na połączenie się naszych narodów. Syn nie może traktować poważnie tego, że matka na zawsze się go wyrzekła... Natomiast stworzenie dwóch niezależnych Kościołów będzie oznaczało , że od tego momentu ponowne zjednoczenie może nastąpić w wyniku jakiejś strasznej katastrofy. Innymi słowy, mając dobrobyt godzimy się na życie osobno. I tylko jakieś wielkie nieszczęście zjednoczy nas z powrotem... No, i Ukraina do autokefalii jeszcze nie dojrzała: kraj ten nie wykształcił się jako państwo, ani jako naród. Obecnie, dość przypadkowo w jej skład wchodzi sześć różnych terytoriów - z odrębną historią, z różnym traktowaniem swojej przeszłości, ze swoją własną aksjologią. Nie wszyscy myślą tak, jak nasi przyjaciele z Charkowa, ale też nie wszyscy podzielają zdanie waszych lwowskich rodaków. Dlaczego mniejszość galicyjska rości sobie prawo do niewłaściwego traktowania pozostałych mieszkańców Ukrainy? Jak inaczej można ocenić próbę narzucenia ukraińskiej pisowni imion w paszportach? Czyżby wybór mamy i taty nic nie znaczył? Czemu zamiast Aleksieja pojawia się Ołeksij? Tylko jeden reżim totalitarny zdecydował się na coś podobnego - reżim Todora Żiwkowa postanowił zeslawizować imiona tureckich obywateli Bułgarii. Do tej pory uważa się to za główne przestępstwo jego polityki...

A jeżeli warunkiem stworzenia ukraińskiego Kościoła autokefalicznego będzie likwidacja unii 1596 roku i zjednoczenie unitów z prawosławnymi chrześcijanami?

Z całego serca poprę tę decyzję. Powrót do prawosławia kilkuset tysięcy ludzi jest dużo ważniejszy, niż inne okoliczności.

Planując stworzenie Kościoła autokefalicznego władze ukraińskie raczej nie kierowały się tak szlachetnym celem…

Kiedy władze ukraińskie ingerują w sprawy kościelne, najmniej myślą o Chrystusie, niebie, wieczności, duszy. Dla nich ważne jest stworzenie kolejnej kierowanej przez siebie struktury, ministerstwa propagandy. Pragną oni osiągnąć nie religijny, lecz świecki cel. Czy się zgodzicie, żeby mistrza Ukrainy w piłce nożnej wybierano w drodze głosowania w Parlamencie? Właśnie do tego stopnia doszło wtrącanie się polityków w sprawy kościelne.

Ale czy taki scenariusz jest w ogóle do pomyślenia?

Nie miałem bliskiej relacji z ukraińskimi unitami i ciężko mi pojąć, co jest dla nich ważniejsze w ich systemie wartości - kultura narodowa czy umowna więź z Rzymem. Co jest ważniejsze w ich odbieraniu unii - "fuj" dla Moskwy czy "hura" dla Watykanu? Kiedyś unia powstawała jako forma obrony prawosławia, jako kompromis, który pozwoliłby zachować Rusi Zachodniej swoją nie-rzymską wiarę, swój nie-łaciński język. A dziś unia się przekształciła w coś zupełnie przeciwnego - jest to forma katolickiej globalizacji. Kiedyś o.Gabriel Kostelnik i grupa kapłanów-organizatorów soboru 1946 roku (Lwowski sobór 1946 roku - uchwalił decyzję o zniesieniu ukraińskiego Kościoła greckokatolickiego i jego powrotnym przyłączeniu do kościoła prawosławnego. Postanowienia soboru nie zostały uznane przez biskupów ukraińskiego Kościoła greckokatolickiego – przyp. tłumacza) już próbowali przypomnieć światu unickiemu o jego początkowych założeniach, ale wszyscy oni zostali zgładzeni przez zbrojne podziemie. Czy są dzisiaj kostelnikowie na Ukrainie? Nie wiem...

A co w prawie kanonicznym mówi się na temat stworzenia kościoła autokefalicznego?

Z punktu widzenia kanonicznego Ukraina ma wszelkie prawa do autokefalii. Chodzi tylko o korzyść, nie o prawo. Na ile ta autokefalia będzie korzystna dla wyodrębniającego się Kościoła? Od kogo taki Kościół będzie niezależny? Bardzo często w historii Kościoła obserwowano, że po uzyskaniu niezależności w stosunku do zagranicznego ośrodka kościelnego, stawała się ona bardzo uzależniona od miejscowych elit politycznych.

Jeżeli jednak pytanie o autokefalię zostanie zadane nie w znaczeniu politycznym, lecz kościelnym, czy „nowy” Kościół otrzyma błogosławieństwo Kościoła-Matki?

Wszystko będzie zależało od tego, na ile zgodna będzie prawosławna Ukraina. Jeżeli rzeczywiście w sposób demokratyczny zostanie ukształtowany Kościół lokalny, który jednomyślnie zatwierdzi taką decyzję, to nie ma żadnych podstaw do sprzeciwu. Koniec końców, kiedy chodziło o autokefalię Kościoła moskiewskiego, zadziałał konsensus - wszyscy mieli taką chęć.

Pamiętam jednak, jak w 1992 roku Filaret domagał się autokefalii. Wtedy w Moskwie uważali, że będą musieli pogodzić się z czymś, czego nie da rady uniknąć. A niespodzianką były słowa właśnie ukraińskich biskupów na soborze w Moskwie. Biskupi diecezji zachodniej Ukrainy twierdzili, że ci, którym słowo Moskwa jest nienawistne, już dawno opuścili Kościół prawosławny na Ukrainie, a ci, co pozostali, dosłownie własną krwią zapłacili za prawo nazywania się prawosławnymi chrześcijanami. Natomiast biskupi ze wschodniej Ukrainy podkreślali, jak bardzo na Ukrainie ludzie przeżywają rozpad ZSSR i cieszą się z tego, że przynajmniej w kwestii ich Kościoła zachowuje się jedność z Rosją.

Jeszcze jedno oświadczenie metropolity Odessy Agafangieła - "obecne kierownictwo polityczne Ukrainy postawiło cel: za wszelką c