Na początek 2014 roku prezentujemy Państwu obszerną rozmowę ze zwierzchnikiem PAKP, metropolitą warszawskim i całej Polski Sawą.
Na początek 2014 roku prezentujemy Państwu obszerną rozmowę ze zwierzchnikiem PAKP, metropolitą warszawskim i całej Polski Sawą. Wywiad przeprowadził Bartłomiej Warowny, alumn Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Warszawie (Kościół rzymskokatolicki).
Jakie są zdaniem Waszej Eminencji największe współczesne zagrożenia dla chrześcijan, niezależnie od ich wyznania? Co należy uczynić, by Europa zachowała swoją chrześcijańską tożsamość?
Wielkim doświadczeniem dla chrześcijaństwa jest dzisiaj odstępstwo od nauki Jezusa Chrystusa, św. Apostołów i św. Ojców. Marginalizacja i liberalizacja tej nauki jest przyczyną naruszania jej przez współczesnych; a to prowadzi do sekularyzacji. Niestety, w wielu przypadkach, staje się ono dzisiaj faktem. Dla chrześcijan zachowujących niezmienną naukę Chrystusa jest dużym bólem i doświadczeniem. Moim zdaniem jest to największe doświadczenie dla współczesnego chrześcijaństwa.
Chrześcijanie nie mogą zapominać zalecania Apostoła: „Bądź wierny aż do śmierci”. W sprawach wiary uczniowie Chrystusa powinni być gorącymi albo chłodnymi; bowiem swoim zobojętnieniem sieją zgorszenie dla otaczającego ich świata. Tu należy dociekać źródła wszelkiej patologii.
Czy może Wasza Eminencja wskazać konkretne przykłady patologii?
Arcybiskup Michalik miał rację kiedy stwierdził, że dziecko wychowywane jest przez dom chrześcijański – matkę i ojca. Rodzina jest „małym Kościołem”. W rozbitym domu, kiedy rodzice się rozchodzą, dziecko nie ma dobrego przykładu i podaje się różnego rodzaju niepożądanym wpływom. Brak miłości ojca i matki jest przyczyną, że rośnie pusty duchowo człowiek. Dzisiaj nasza wierność nauce chrześcijańskiej jest wątła. W Kościele pierwotnym tak nie było. Wszystko było uświęcone modlitwą, postem i wstrzemięźliwością.
Pamiętam czasy, kiedy z wielkim przeżyciem duchowym obchodzono niedzielę. W jej wigilię odzywał się dzwon, ludzie zostawiali pracę i szli na nabożeństwo, które przygotowywało do godnego świętowania Dnia Pańskiego. Dzień Pański – niedziela był święty.
Następny problem. Modlimy się: „...chleba naszego powszechnego daj nam Panie...”, a co z nim robimy. Chleb jest świętym darem Bożym. Na polu nie pozostawiano nawet kłosa, pozostawione na polu zbierano je rękami. Okruch chleba, który spadł na ziemię, podnoszono i całowano. A dzisiaj. Ileż chleba wyrzucamy! Kto się nad tym zastanawia. Czyż nie jest to patologia ducha? Bóg za to karze. Ludzie głębokiej wiary cierpią. Powstaje pytanie: co czynić by stać się zdrowym społeczeństwem? Pamiętajmy normę ewangeliczną – kto nie czyni dobra, ten grzeszy. Musimy więc czynić dobro! Apostoł Paweł zalecał swojemu uczniowi Tymoteuszowi: „Trzymaj się zdrowej nauki, którą ci zostawiłem” (2Tym.1,13). Każde naruszenie zdrowej nauki jest grzechem. Zachowanie niezmiennie nauki Chrystusa jest magnesem przyciągającym do Chrystusa.
Skąd współczesny człowiek może czerpać wzorce takiej wierności?
Z nauki Św. Ewangelii. „Niewiasto, wielka jest twoja wiara” (Mt.15,28). Chora kobieta nie była chrześcijanką; słyszała o Chrystusie, że czyni cuda. Jej pragnieniem było by choć dotknąć Jezusa. Wielka jej wiara w zbawczą moc Zbawiciela uczyniła cud – została uzdrowiona. Następny przykład Jaira: „Nie bój się tylko wierz, a będzie ocalona”. (Łk. 8,49-50). Zmarła córka przełożonego synagogi została wskrzeszona. To są przykłady mocy wiary. Na wierze zbudowany jest Kościół, Którego nie pokonają żadne „moce szatańskie”. Jesteś katolikiem, prawosławnym – służ wiernie Chrystusowi, a On da ci mądrość i siłę pokonywania wszelkiego rodzaju doświadczenia. Uczyń coś dobrego dla drugiego człowieka bez różnicy kim jest. Tym się mierzy wartość człowieka, bowiem każdy człowiek jest darem Bożym.
Na tych wartościach budowali swoje życie nasi przodkowie – święci, wyznawcy, męczennicy. Krew męczenników jest posiewem dla nowego życia. Przykładem niech posłuży dzisiejsza Rosja, w której po czasach prześladowań chrześcijan odradza się nowe życie Cerkwi. Bez głębokiej wiary nic nie znaczymy. Będziemy cymbałem brzmiącym. I nic więcej.
Czy Wasza Eminencja zechciałby pokrótce zdiagnozować to, czego doświadczają dziś członkowie Kościoła, oraz wskazać remedium?
Wszyscy jesteśmy wezwani do Kościoła. To On pomaga nam w uświęceniu. Niestety, nie wszyscy do niego należą. Szczególnie dzisiejszy człowiek dwudziestego pierwszego wieku zapomina, że jest dzieckiem Bożym. Łatwo poddaje się różnym negatywnym wpływom. Dzisiaj, człowiek jest jak Herkules, stoi na rozstaju dróg i pyta, w którą stronę na iść; drogą dobra czy zła? Kościół powinien mu w tym pomóc. Dzisiejsza ludzkość buduje nową wieżę Babel. Pamiętajmy jednak, że nauki Chrystusa nie można dostosowywać do ludzkich zachcianek. To człowiek powinien dostosować się do nauki Chrystusa. On jest początkiem i końcem wszystkiego.
W historii drugiego tysiąclecia kilkakrotnie dochodziło do szerokich soborowych spotkań Wschodu i Zachodu, które zakończyły się niepowodzeniem. Czy to znaczy, że jesteśmy skazani na izolację?
Tak, rzeczywiście, w drugim tysiącleciu spotykał się Wschód z Zachodem. Zadaniem tych spotkań było zjednoczenie podzielonego chrześcijaństwa. Temu poświęcone były sobory w Lyonie, Florencji, Brześciu. Sobory nie przywróciły jedności. Sobór w Brześciu zamiast zjednoczenia i pokoju przyniósł wiele problemów Rzeczypospolitej. W sensie eklezjalnym przyczynił się do jeszcze większych podziałów, które trwają, niestety, po dzień dzisiejszy.
Na soborach tych naruszano równowagę parytetu; odstępowano od poszanowania Tradycji w zakresie dogmatyczno – eklezjalnym. Decydowały często względy polityczne; nawracano przemocą na rzymski – katolicyzm. A to nie jest zgodne z pragnieniem jedności.
Nie znaczy to chyba jednak, że w trzecim tysiącleciu chrześcijanie nie powinni dążyć do jedności...
Naturalnie. Do jedności wzywał sam JEZUS Chrystus: „...aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie”.(J.17,21). Skoro Ewangelia stanowi dla nas fundament, na którym budujemy swoje życie, to winniśmy naukę zawartą w Niej przestrzegać. Na drodze zjednoczeniowej jest wiele trudności. Szatanowi nie podoba się kiedy ludzie dążą do jedności i braterstwa. On nie lubi kiedy nawołujemy do miłości i wzajemnego szacunku. Szatan atakuje zewsząd: z zewnątrz i wewnątrz.
Nie zważając na różnego rodzaju pokusy – dialog międzywyznaniowy powinien trwać. W XX wieku wznowiono prace nad zjednoczeniem podzielonego chrześcijaństwa. Trwa w skali światowej dialog teologiczny: prawosławno – rzymskokatolicki, prawosławno – ewangelicki, z anglikanami, pomimo wszelkich trudności; z Kościołami starokatolickimi i dochalcedońskimi. Na terenie Polski trwa dialog bilateralny prawosławno – rzymskokatolicki.
Wszystko to oznacza, że podzieleni chrześcijanie chcą realizować zalecenia Pana naszego Jezusa Chrystusa. Przed nami długa droga. Ważne jest to, że nie przestajemy w naszych pracach zjednoczeniowych, spotykamy się, obcujemy ze sobą, omawiamy różne problemy, które przynosi życie współczesnemu chrześcijaństwu. Poznajemy ducha, kulturę drugiej strony. Należy się cieszyć, że tego rodzaju kontakty mają miejsce.
Pragnę mocno podkreślić, że ważkie znaczenie dla pojednania naszych Kościołów miało przyjęcie wspólnego przesłania przez Patriarchę Moskiewskiego i całej Rusi Cyryla i Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski Arcybiskupa Józefa Michalika. Jest to ważne osiągnięcie o znaczeniu historycznym, które z czasem przyniesie owoce. Widać już pozytywne jego skutki. Jego kontynuacją była Konferencja w Warszawie 28-30 listopada nt: „ Przyszłość chrześcijaństwa w Europie. Rola Kościołów i narodów Polski i Rosji”. Odprawione zostały nabożeństwa w intencji pojednania polsko – rosyjskiego w świątyniach obu Kościołów.
Te słowa i gesty odbiły się szerokim echem w naszej rzeczywistości społeczno – politycznej. Dlaczego współcześnie mają one tak wielkie znaczenie?
Zjawiska patologiczne, które dotykają wiernych obu Kościołów zmuszają nas do czujności i aktywności w swojej pracy kościelnej. Pada krytyka pod adresem wartości ewangelicznych. Szatanowi nie podoba się, kiedy Kościoły pracują nad rozszerzeniem dobra. Tym nie mniej w szlachetnej pracy głoszenia słowa Bożego, Kościoły muszą być aktywne. Ważne są także sprawy teologiczne i nad nimi powinniśmy pracować. Samo zjednoczenie chrześcijan zależy nie od nas, a od Ducha Świętego. On dyszy gdzie chce i jak chce. O tym należy zawsze pamiętać.
Jak widziałby Wasza Eminencja współpracę w Warszawie młodzieży i studentów katolickich oraz prawosławnych?
Nasza młodzież zaangażowana jest w parafiach. Dwa lata temu nasi alumni Seminarium grali z waszymi studentami w piłkę. Zatem współpraca jest możliwa. I to na każdej płaszczyźnie, potrzeba ją tylko zainicjować. Młodzież chrześcijańska swoją aktywnością w czynieniu dobra winna być przykładem dla młodzieży stojącej daleko od Kościołów i nauki ewangelizacyjnej.
Poza tym katolicy i prawosławni w Polsce mają wspólne korzenie chrześcijańskie i słowiańskie.
I to jest fundament. W Polsce, kiedy należały do niej wschodnie tereny, zawsze dochodziło do wzajemnego przenikania kultury Wschodu i Zachodu. Do dnia dzisiejszego da się to zauważyć w Małopolsce, Podlasiu, Mazowszu. Kiedy spotykam ludzi, którzy mówią „jestem z kresów”. Odpowiadam „twój dziadek, zapewne, był prawosławny”. Rzeczywiście tak było.
Po drugiej wojnie światowej Kościół Prawosławny w Polsce przeżył duże doświadczenie tzw. akcję „Wisła”. Wierni nasi z terenów południowo – wschodnich i południowych doznali przesiedlenia: część do ZSRR i część na tzw. „Ziemie Odzyskane”. Tam zaczęli organizować życie religijne jak: Wrocławiu, Szczecinie, Koszalinie, Gdańsku, Olsztynie itp. W ten sposób Prawosławie zaczęło przenikać do mieszkańców tych terenów. Powstawały świątynie, organizowano życie parafialne. W rezultacie czego powstała diecezja Wrocławsko – Szczecińska. Chciano nas zniszczyć, a Bóg zechciał, że na „piasku” odrodziło się życie Kościoła Prawosławnego. Nikt jak Bóg! Kto mógł pomyśleć, że wybudujemy nowe cerkwie w Szczecinie, Gorzowie, Słubicach czy Kędzierzynie Koźlu... Na wszystko to należy patrzeć oczami wiary; ona pomaga nam widzieć to co jest niewidzialne; czuć to co jest niedozwolone i rozumieć to co jest trudne do