na podstawie kalendarza juliańskiego, według starego stylu
1Wołaj donośnie, nie wstrzymuj się, podnoś swój głos jak trąba i oznajmij mojemu ludowi ich przestępstwa, a domowi Jakuba ich grzechy.
1Возопі́й крѣ́постїю и҆ не пощадѝ: ꙗ҆́кѡ трꙋбꙋ̀ возвы́си гла́съ тво́й и҆ возвѣстѝ лю́демъ мои̑мъ грѣхѝ и҆́хъ и҆ до́мꙋ і҆а́кѡвлю беззакѡ́нїѧ и҆́хъ.
2Mimo że szukają mnie każdego dnia i chcą poznać moje drogi, niczym naród, który czyni sprawiedliwość i nie opuszcza sądu swego Boga. Pytają mnie o sądy sprawiedliwości i pragną zbliżyć się do Boga, mówiąc:
2Менѐ де́нь ѿ днѐ и҆́щꙋтъ и҆ разꙋмѣ́ти пꙋти̑ моѧ̑ жела́ютъ, ꙗ҆́кѡ лю́дїе пра́вдꙋ сотвори́вшїи и҆ сꙋда̀ бг҃а своегѡ̀ не ѡ҆ста́вившїи: про́сѧтъ нн҃ѣ ᲂу҆ менє̀ сꙋда̀ првⷣна и҆ прибли́житисѧ ко гдⷭ҇ꙋ жела́ютъ, глаго́люще:
3Czemu pościmy, a tego nie widzisz? Czemu trapimy nasze dusze, a tego nie zauważasz? Oto w dzień waszego postu wykonujecie swoją wolę i żądacie wykonywania wszystkich prac.
3что̀ ꙗ҆́кѡ пости́хомсѧ, и҆ не ᲂу҆ви́дѣлъ є҆сѝ; смири́хомъ дꙋ́шы на́шѧ, и҆ не ᲂу҆вѣ́дѣлъ є҆сѝ; Во дни̑ бо поще́нїй ва́шихъ ѡ҆брѣта́ете вѡ́ли ва́шѧ, и҆ всѧ̑ подрꙋ̑чныѧ ва́шѧ томитѐ:
4Oto pościcie dla kłótni i sporów i aby bić niegodziwą pięścią. Nie pośćcie tak, jak robicie dzisiaj, aby wasz głos był słyszany w górze.
4а҆́ще въ сꙋдѣ́хъ и҆ сва́рѣхъ постите́сѧ и҆ бїе́те пѧстьмѝ смире́ннаго, вскꙋ́ю мнѣ̀ постите́сѧ ꙗ҆́коже дне́сь, є҆́же ᲂу҆слы́шанꙋ бы́ти съ во́племъ гла́сꙋ ва́шемꙋ;
5Czy to jest ten post, który wybrałem, dzień, w którym człowiek trapi swoją duszę, żeby zwiesić swoją głowę jak sitowie i słać sobie posłanie z wora i popiołu? Czyż to nazwiesz postem i dniem przyjemnym dla PANA?
5Не сицева́гѡ поста̀ а҆́зъ и҆збра́хъ, и҆ днѐ, є҆́же смири́ти человѣ́кꙋ дꙋ́шꙋ свою̀: нижѐ а҆́ще слѧче́ши ꙗ҆́кѡ се́рпъ вы́ю твою̀, и҆ вре́тище и҆ пе́пелъ посте́леши, нижѐ та́кѡ нарече́те по́стъ прїѧ́тенъ.
6Czy nie to jest tym postem, który wybrałem: rozerwać więzy niegodziwości, rozwiązać ciężkie brzemiona, puścić wolno uciśnionych i połamać wszelkie jarzmo;
6Не такова́гѡ (бо) поста̀ а҆́зъ и҆збра́хъ, гл҃етъ гдⷭ҇ь: но разрѣша́й всѧ́къ соꙋ́зъ непра́вды, разрꙋша́й ѡ҆бдолжє́нїѧ наси́льныхъ писа́нїй, ѿпꙋстѝ сокрꙋшє́нныѧ во свобо́дꙋ и҆ всѧ́кое писа́нїе непра́ведное раздерѝ:
7Dzielić swój chleb z głodnym i ubogich wygnańców wprowadzić do swego domu, a widząc nagiego, przyodziać go i nie ukrywać się przed nikim, kto jest twoim ciałem?
7раздроблѧ́й а҆́лчꙋщымъ хлѣ́бъ тво́й и҆ ни́щыѧ безкрѡ́вныѧ введѝ въ до́мъ тво́й: а҆́ще ви́диши на́га, ѡ҆дѣ́й, и҆ ѿ сво́йственныхъ пле́мене твоегѡ̀ не пре́зри.
8Wtedy twoje światło zabłyśnie jak poranna zorza i twoje zdrowie szybko zakwitnie. Twoja sprawiedliwość pójdzie przed tobą i chwała PANA będzie za tobą.
8Тогда̀ разве́рзетсѧ ра́нѡ свѣ́тъ тво́й, и҆ и҆сцѣлє́нїѧ твоѧ̑ ско́рѡ возсїѧ́ютъ, и҆ пред̾и́детъ пред̾ тобо́ю пра́вда твоѧ̀, и҆ сла́ва бж҃їѧ ѡ҆б̾и́метъ тѧ̀.
9Wtedy będziesz wzywał, a PAN wysłucha; zawołasz, a odpowie: Oto jestem. Jeśli usuniesz spośród siebie jarzmo, przestaniesz wytykać palcem i mówić nieprawości;
9Тогда̀ воззове́ши, и҆ бг҃ъ ᲂу҆слы́шитъ тѧ̀, и҆ є҆щѐ глаго́лющꙋ тѝ, рече́тъ: сѐ, прїидо́хъ. А҆́ще ѿи́меши ѿ себє̀ соꙋ́зъ и҆ рꙋкобїе́нїе и҆ глаго́лъ ропта́нїѧ
10Jeśli otworzysz swoją duszę głodnemu i nasycisz duszę utrapioną, wtedy twoje światło wzejdzie wśród ciemności, a twój zmierzch będzie jak południe.
10и҆ да́си а҆́лчꙋщемꙋ хлѣ́бъ ѿ дꙋшѝ твоеѧ̀ и҆ дꙋ́шꙋ смире́ннꙋю насы́тиши, тогда̀ возсїѧ́етъ во тьмѣ̀ свѣ́тъ тво́й, и҆ тьма̀ твоѧ̀ бꙋ́детъ ꙗ҆́кѡ полꙋ́дне,
11I PAN nieustannie będzie cię prowadził i nasyci twoją duszę w czasie suszy, i utuczy twoje kości. I będziesz jak nawodniony ogród i jak źródło wody, którego wody nie ustają.
11и҆ бꙋ́детъ бг҃ъ тво́й съ тобо́ю прⷭ҇нѡ: и҆ насы́тишисѧ, ꙗ҆́коже жела́етъ дꙋша̀ твоѧ̀, и҆ кѡ́сти твоѧ̑ ᲂу҆тꙋчнѣ́ютъ, и҆ бꙋ́дꙋтъ ꙗ҆́кѡ вертогра́дъ напое́нъ, и҆ ꙗ҆́кѡ и҆сто́чникъ, є҆мꙋ́же не ѡ҆скꙋдѣ̀ вода̀: и҆ кѡ́сти твоѧ̑ прозѧ́бнꙋтъ ꙗ҆́кѡ трава̀, и҆ разботѣ́ютъ, и҆ наслѣ́дѧтъ ро́ды родѡ́въ.
26A gdy Józef wszedł do domu, przynieśli mu dar, który mieli ze sobą w tym domu, i pokłonili mu się aż do ziemi.
26Прїи́де же і҆ѡ́сифъ въ до́мъ: и҆ принесо́ша є҆мꙋ̀ да́ры, ꙗ҆̀же и҆мѧ́хꙋ въ рꙋка́хъ свои́хъ, въ до́мъ: и҆ поклони́шасѧ є҆мꙋ̀ лице́мъ до землѝ.
27I dowiadywał się, jak się im powodzi, i zapytał: Czy wasz ojciec jest zdrowy, ten starzec, o którym mi opowiadaliście? Czy jeszcze żyje?
27И҆ вопросѝ и҆̀хъ: здра́ви ли є҆стѐ; И҆ речѐ и҆̀мъ: здра́въ ли є҆́сть ѻ҆те́цъ ва́шъ, ста́рецъ, є҆го́же реко́сте, є҆ще́ ли жи́въ є҆́сть;
28A oni odpowiedzieli: Twój sługa, nasz ojciec, jest zdrowy, jeszcze żyje. I uklękli, i pokłonili mu się.
28Ѻ҆ни́ же реко́ша: здра́въ є҆́сть ра́бъ тво́й, ѻ҆те́цъ на́шъ, є҆щѐ жи́въ є҆́сть. И҆ речѐ: блгⷭ҇ве́нъ человѣ́къ ѻ҆́ный бг҃ꙋ. И҆ прини́кше поклони́шасѧ є҆мꙋ̀.
29Wtedy podniósł swe oczy i zobaczył swego brata Beniamina, syna swej matki, i zapytał: Czy to jest wasz najmłodszy brat, o którym mi opowiadaliście? I powiedział mu: Niech Bóg będzie ci miłosierny, miły synu.
29Воззрѣ́въ же ѻ҆чи́ма свои́ма і҆ѡ́сифъ, ви́дѣ венїамі́на бра́та своего̀ є҆динома́тернѧ и҆ речѐ: се́й ли є҆́сть бра́тъ ва́шъ ю҆нѣ́йшїй, є҆го́же реко́сте ко мнѣ̀ привестѝ; И҆ речѐ: бг҃ъ да поми́лꙋетъ тѧ̀, ча